04.05.2018

Dzieciństwo bez technologii jest możliwe

Twórczyni słynnego projektu o nazwie „Childhood Unplugged” sama byłaby zdziwiona, że jej zdjęcia mogą odcisnąć tak mocny wpływ na życie współczesnych rodziców. Młoda fotografka, Monica Calderin postanowiła uwiecznić dzieciństwo bez technologii. Jej pomysł na sztukę przechwyciły mamy i postanowiły przenieść na prawdziwe życie. Jedną z nich jest Ewa – w sieci znana jako CzarnaEwcia, która mimo silnego związku z internetowym światem, stara się trzymać z daleka od niego swoje córki.

Wirtualne znajomości, kolorowe obrazki wyskakujące z monitorów wszelkich urządzeń i  bezustannie jeżdżące palce po ekranach dotykowych – to nasza rzeczywistość, realia współczesnych czasów. Technologia atakuje nas z każdej strony i nie ma co się oszukiwać – skutecznie nas otłumania. Co ciekawe, w pierwszych latach życia dziecka jest szczególnie szkodliwa. Jak wskazują badania, urządzenia elektroniczne hamują rozwój mózgu dzieci do 3 roku życia. Wpatrujące się w kolorowe obrazki dziecko nie ma pobudzanej wyobraźni, wzbudzanej ciekawości. Przyjmuje obraz, jakim jest, bez zadawania pytań. Jego mózg nie trenuje, szare komórki nie pracują. Jak uchronić nasze dzieci od skutków technologicznej rewolucji? O tym opowie nam Ewa – w sieci znana jako CzarnaEwcia – mama dwóch dziewczynek (5-letniej Tosi i 2-letniej Meli) jest idealnym przykładem na to, że we współczesnym świecie można funkcjonować bez dominacji technologii.

Czy to nie ironia losu, że ze swoim zawodem jednak starasz się odcinać dzieci od technologii?

Rzeczywiście, z wykształcenia i zawodu jestem informatykiem. Od około dwóch lat prowadzę profil na Instagramie, od roku również bloga. O zawód informatyka został wybrany świadomie, tak profil na Instagramie założyłam przez przypadek. Byłam przekonana, że to aplikacja służąca edytowaniu zdjęć. Chciałam wywołać swoje fotki z ciekawymi filtrami, w formie kwadratów. Myślałam, że profil jest osobistą bazą fotografii, widocznych tylko dla mnie. Gdy pod zdjęciami zaczęły pojawiać się czerwone serduszka, byłam w szoku. Jak się okazało, zapoczątkowało to cudowną przygodę, która trwa do dziś.

Czyli zarówno sprzęt elektorniczny, jak i internet bezustannie ci towarzyszą. Jak udaje Ci się odciąć od nich swoje dzieci?

Moje życie zawodowe od zawsze było związane z internetem, czy to zlecenia związane z blogiem, czy programowaniem – wszystko wykonuję na komputerze i potrzebuję do tego internetu. Na co dzień, przy dziewczynkach staram się korzystać z internetu jak najmniej. Do pracy przy komputerze siadam w czasie Meli drzemki, a potem dopiero po 17, kiedy opiekę nad dziećmi przejmuje mąż. Co innego z aparatem, on towarzyszy nam każdego dnia. Ale zdjęcia zawsze traktujemy jak zabawę. Dziewczynki nie korzystają z urządzeń elektronicznych, używają komputera jedynie do oglądania bajek. Nie widzę potrzeby, żeby np włączać im gry czy inne rozrywki w sieci, my z nich nie korzystamy, więc one też nie widzą takiej potrzeby.

Czyli jednak dziewczynkom udało się wynegocjować dostęp do bajek?

Oczywiście, czasami włączamy dzieciom bajki. Uważam, że jest wiele bajek, które naprawdę świetnie rozwijają. Ale wybieramy je świadomie, co ułatwia nam brak telewizora, z którego zrezygnowaliśmy 10 lat temu. Zdarza się, że dziewczynki przez tydzień nic nie oglądają, bo się nie upominają, a są dni, kiedy oglądają je przez pół dnia (na przykład, kiedy któraś z nich jest chora).

Myślisz, że w dzisiejszych czasach można się zupełnie odciąć od internetu?

Internet od zawsze był mi potrzebny do pracy. Ale jeśli masz na myśli odcięcie się od internetu w kontekście rozrywki, to nie mam z tym żadnego problemu. Ja w zasadzie używam internetu głównie do pracy, albo do zakupów (od paru lat spędzanie czasu w galeriach handlowych mnie męczy).


Jak spędzacie wspólnie czas, jak wyglądają wasze weekendy?

Spędzamy wtedy czas na zabawie, rozmowach, spacerach lub rowerowych przejażdżkach, wspólnym gotowaniu lub pieczeniu i czytaniu książek.

Widzę, że Twoje córki mają niesamowicie bliską więź. Mam nawet wrażenie, że wcale nie potrzebują komputerów i telefonów, by się sobą zająć. Jakie są wasze ulubione, kreatywne zabawy?

One zadziwiają mnie swoją kreatywnością każdego dnia. Potrafią wymyślić zabawę z niczego. Najlepsze są oczywiście kartony! Gdyby Tosia miała wybrać jedną zabawkę, którą musiałaby zostawić, to zapewne postawiła by na zwykłą tekturę. Duże kartony służą za domki, średnie za sanki, łódki, mniejsze za narty lub łyżwy (albo jak to mówi Tosia: „łyżby”). Są to też domki, czy łóżka dla misiów. Są też takie zabawy, do których zupełnie nie potrzebują zabawek. Tosia po prostu wymyśla historię i chodzą z Melą po całym domu i wykonują różne czynności, od bycia w przedszkolu, po kąpiele w basenie, czyli pełzanie po podłodze w kuchni, a kończąc na udawanym spaniu. Jeśli chodzi o zabawki, to króluje u nas huśtawka. Dziewczyny lubią też wszelkie jeździki, hulajnogi, wózki, rowery, generalnie wszystko, na czym można się ruszać. One są w ciągłym ruchu. Obie uwielbiają też rysować, Mela do niedawna najbardziej lubiła po ścianach, na szczęście jej przeszło. Mąż zrobił im na święta długie biurko, żeby mogły razem przy nim siedzieć i tworzyć swoje dzieła.

Wniosek nasuwa się sam: jeśli zachęcisz dziecko do eksplorowania prawdziwego świata, nie będzie ciągnęło go do wirtualnej rzeczywistości. Dzięki za rozmowę!

Zdjęcia: archiwum prywatne CzarnaEwcia

Red.: Agnieszka Wesołowska