16.05.2019

Dzieci i sztuka, czyli prawdziwa pasja w kameralnym wydaniu

Jest takie miejsce na mapie Warszawy… Właściwie są dwa takie miejsca, w których dzieje się magia. Dziecięca wyobraźnia pracuje tam na najwyższych obrotach, a precyzja nigdzie indziej nie ma sobie równych. Pracownia Sztuki Dziecka to dwa pokolenia pasji tworzenia i daru przekazywania jej dalej. Jedno z tych miejsc prowadzi Katarzyna Derkacz Gajewska.

Kasiu, zanim przejdziemy do tematu działalności Pracowni, musimy wspomnieć o Twoim dzieciństwie. Ty sztukę masz w genach…

Tak, można tak powiedzieć. Moi rodzice ukończyli ASP w Warszawie na wydziale wzornictwo i dzięki ich talentowi ja, dziewczynka urodzona pod koniec lat 70-tych poprzedniego stulecia, miałam dostęp do fantastycznych i rozwijających zabawek. Otaczały mnie niezwykle piękne przedmioty, których wtedy nie doceniałam, jak na przykład biurko jakby z innego świata. W tamtym czasie było ono moją zmorą, bo nie miało sklejki i zamykanej na klucz szafki, a w zamian za to odkryte trzy kolorowe kuwety fotograficzne. Dziś jestem dumna z biurka i z wszystkiego, co miałam, a miałam więcej niż moi rówieśnicy, mimo że nigdy nie dostałam lalki Barbie i klocków Lego. Tak kolorowe dzieciństwo w szarych latach 80-tych musiało pozostawić po sobie ślad, tym bardziej, że moja mama robiła dyplom z zabawki edukacyjnej, z czego również czerpałam korzyści.

 A jak zaczęła się historia Pracowni?

Historia Pracowni zaczyna się, jak to zwykle bywa, trochę przypadkiem albo dzięki niezwykłym okolicznościom. Jako dziecko artystów mających nienormowany czas pracy i mała dziewczynka lubiąca być blisko mamy, wszędzie z nią chodziłam. Jej miłość i pasja do dzieci i sztuki sprawiła, że uczyła je plastyki w przydomowym Klubiku. Dziś mówi, że pracowała tam też, dlatego, bym jako jedynaczka miała kontakt z innymi dziećmi. Po niedługim czasie, a miałam wtedy 8 lat, do naszych drzwi zapukał ciekawy pan – Fredo, który zaproponował mamie objęcie pracowni przy Galerii Działań. Tak też się stało. Pracownia Sztuki Dziecka rozpoczęła działalność w 1987 roku, a ja stałam się najdłużej uczęszczającym do niej dzieckiem. W niej dorastałam, przygotowywałam się do liceum plastycznego i ASP, a po 10 latach kształcenia się plastycznie poza Pracownią wróciłam, by wspierać mamę i rozwijać swój pedagogiczny talent. Do dziś jestem z nią ściśle związana. Moja mama, Irena Moraczewska Derkacz, która założyła tę Pracownię na Ursynowie, prowadzi ją do dziś.

 Jest jeszcze druga, którą założyłaś wspólnie z mężem…

Tak, w 2014 roku powstała druga kameralna Pracownia w przepięknym malowniczym miejscu na Sadybie, przy klimatycznej brukowanej uliczce. Od 5 lat uczęszczają do niej dzieci i młodzież chcący czerpać z naszej wiedzy i doświadczenia, a przede wszystkim rozwijać swój talent. I my im w tym pomagamy. Tak sobie myślę, że to moje dzieciństwo otoczone sztuką i pasją rodziców zostało we mnie do dziś. Teraz przekazuje tę pasję moim uczniom i własnym dzieciom, które zapowiedziały, że także pójdą tą ścieżką.

W jaki sposób przekazujesz dzieciom i młodzieży pasję do sztuki?

Podstawą naszego działania jest chęć uczenia dzieci rozwijania ich wyobraźni. Szkolenie” techniczne” jest na drugim miejscu, równie ważnym, jednak w dzisiejszym świecie cyber wszystkiego trudno jest nie zatracić swojej wyobraźni. Wszystko jest nam narzucone, poddane pod nos, możemy wpisać hasło „kot” i wiemy, jak go narysować. W naszej Pracowni chcemy odnaleźć w każdym dziecku jego własny świat, nie „ściągnięty”, lecz jego. Do tego wszystkiego włączamy przeróżne techniki plastyczne, które urozmaicają podejście do tematu. Linoryt, sucha igła, ceramika, batik, collag’e, rysunek piórkiem, patykiem, kredką, flamastrem itp. Te wszystkie techniki pozwalają nam osiągnąć wspaniałe dzieło, ale jego początkiem jest głowa.

 Co to znaczy w praktyce? Jak motywujesz wyobraźnię dzieci do pracy?

Każdy proces zaczynamy podobnie – kartka do szkicu i ołówek, kilka notatek rysunkowych na dany temat zamkniętych w małych prostokątach na pomniejszonej kartce A3. Czasem do jednego tematu ktoś zrobi 20 projektów, a czasem tylko 3. Ten moment uczy dzieci skupienia i nietuzinkowego sposobu myślenia. Nasi podopieczni od 4 lat wygrywają m.in. międzynarodowy konkurs plastyczny „Toyota – pojazd moich marzeń”, na który trafia 850 000 prac z całego świata, My wysyłamy około 100 prac i każda jest inna, każda pomysłowa. W 30-tce   laureatów ze świata od 4 lat są nasze dzieci, które w nagrodę jadą z rodzicami do Japonii. To fantastyczne uczucie, kiedy nasz wspólny trud jest widoczny w postaci wygranej, a dziecko może zaprosić rodzica na wyprawę życia.

Czy te prace można gdzieś zobaczyć?

Cały rok naszych działań twórczych zwieńczony jest wystawą w Galerii Działań na ul. Marco Polo 1 i katalogiem w twardej oprawie, który sama projektuję i składam. Poza tym jesteśmy widoczni skromnie na naszej stronie www.pracowniasztukidziecka.pl lub profilu na FB o tej samej nazwie. Tam widać tylko małą kropelkę z naszego morza prac. Poza tym można nas podglądać codziennie oprócz niedziel przez witrynę na ul. Okrężnej 5a.

Czego uczą się dzieci w Pracowni?

Uczę już 17 lat i nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że dzięki plastyce nabywamy niezwykle wiele umiejętności, jak np. cierpliwość, dokładność, precyzja, skupienie, radzenie sobie ze stresem. Nie każde dziecko ma na początku wystarczająco dużo cierpliwości, by wykonać swoją pracę w ciągu np. 3 czy 5 zajęć, ale nabywa ją, widząc, że ta praca ma sens i mu się podoba. Poza tym oczywiście fantastycznie rozwijają się nasze dłonie, które muszą wykonać czasem dużo trudu, by coś stworzyć, np. linoryt, rycie rylcem w linoleum czy żmudne i precyzyjne rysowanie piórkiem. Podczas tworzenia ulegamy pewnego rodzaju pozytywnej terapii. Dzieci się relaksują mimo pracy i wysiłku mózgu. Czerpią po prostu radość z tworzenia.

Czy każde dziecko ma u Was szansę na udział w zajęciach, jeśli chodzi o zdolności i predyspozycje?

Jak to mawia moja mama: „Nie ma dzieci niezdolnych”. Kropka. I tak jest. Każde dziecko jest inne i ma inne predyspozycje. W pracowni odbywają się zajęcia stałe i przez cały rok dziecko jest w stanie sprawdzić, w czym czuje się dobrze i co mu dobrze wychodzi. Zdarza się, że dziecko powie: „Ale ja nie umiem tego rysować” i wtedy uśmiecham się mówiąc, że to fantastycznie, bo po to tu jest, by się nauczyć. Nie uczę dzieci rysować np. kota, psa czy konia. Uczę ich, jak dojść do tego, by te zwierzęta narysować i na co zwrócić uwagę, by wyszły dobrze. Przecież inaczej nie miałoby to sensu, bo mój koń czy mój pies byłby powielany i kopiowany przez dzieci, a nie o to mi chodzi. Zwracam szczególną uwagę na myśli dziecka i kompozycje, w której je zamyka.

Jakimi uczniami są dzieci w Pracowni?

Moje dzieci są najwspanialsze na świecie! Wydaje mi się, że każde dziecko, na którym skupiona jest uwaga nauczyciela może o wiele więcej. Poza tym o wiele więcej chce i szybciej się uczy. Nasi uczniowie to dzieci w wieku od 3 do 20 lat. Prowadzę też grupę dorosłych i wszyscy uczestnicy zajęć, bez względu na wiek, chętnie na nie przychodzą i niechętnie wychodzą. Cudownie spędzam z nimi czas i mam nadzieję, że oni ze mną też. Co ciekawe, 3 lata temu pożegnałam grupę, która była ze mną przez 12 lat! Od 6. roku życia przychodzili na zajęcia jeszcze na Ursynowie, a potem przenieśli się za mną na Sadybę. Znałam ich od zerówki. Dorastałam z nimi, obchodziłam ich 18 – tki, zdawałam z nimi maturę. Teraz ta grupa rozjechała się po świecie, mając ze mną kontakt, a na ich miejsce przybyły „maluchy”, które teraz mają 8 lat.

Co sprawia dzieciom najwięcej radości podczas zajęć?

To pytanie do samych dzieci, ale myślę, że składa się na to kilka czynników. Przede wszystkim zgrana grupa, a dbam o to bardzo. Zwracam uwagę na każdą najmniejszą niezręczną sytuację, bo lubiąca się grupa to podstawa. W końcu dzieci pędzą do nas po szkole i mają miło spędzić czas. Ma to być forma relaksu i odpoczynku. Druga kwestia to dopilnowanie każdego i rozmowa na temat projektu czy pomysłu. Dzieci mają tyyyyyle do opowiedzenia… Zwrócenie uwagi na dziecko uskrzydla je i ma ono ochotę do dalszej pracy, jaką jest przejście ze szkicu do ostatecznego dzieła. A na etapie kończenia pracy dziecko samo zauważa swój rozwój i cieszy go efekt, któremu bacznie się przyglądam, cały czas czuwając…

Czy do Pracowni przychodzą też dzieci z zaburzeniami sensorycznymi? Jeśli tak, w jaki sposób warsztaty im pomagają?

Dzieci z zaburzeniami sensorycznymi jak najbardziej odnajdują się na zajęciach plastycznych. Różnorodność technik, zmiany narzędzi, czyli też zmiany struktury narzędzia trzymanego w ręku, koordynacja myślenia i rysowania, malowania, reagowania od razu na różne „wypadki” (np. kleks) wspierają rozwój młodego człowieka. W plastyce biorą udział prawie wszystkie nasze zmysły, tj. wzrok, dotyk, równowaga, słuch, czucie ruchu. Można też dołożyć węch, dodając do farb krople olejku do aromaterapii. Wtedy każdy kolor może pachnieć inaczej…

Jak młodzież angażuje się w to, co im proponujesz?

Moi podopieczni, zarówno ci młodsi, jak i starsi, fantastycznie angażują się w tworzenie sztuki. Najlepiej świadczy o tym ich udział w zajęciach i licznych konkursach oraz odnoszone na nich sukcesy. Ale nie tylko. Każda szalona akcja, jaką wymyślę, spotyka się z pozytywną reakcją młodzieży. Są to przedsięwzięcia poza zajęciami, najczęściej weekendowe. Moja młodzież pomaga mi przy organizowaniu twórczych spotkań – np. malowanie chodnika na Placu Rembowskiego, prowadzenie warsztatów z dziećmi w atelier „Benjamin Moore” czy praca przy festiwalu „Artystyczna Okrężna”. Na dniach odbywa się maraton fotograficzny, na który sama się zapisałam i jak się okazało, dołączyła do mnie moja młodzież. To cudowne uczucie, kiedy nasze działania spotykają się z aprobatą „najsurowszych recenzentów”, jakimi są dzieci czy młodzież właśnie.

 Musisz być dumna z tego, że potrafisz ich aż tak zarazić pasją do sztuki…

Trudno jest mówić o sobie i chwalić swoje działania. Jeszcze kilka lat temu nie umiałabym się do tego przyznać. Dziś, po 17 latach pracy z dziećmi i niesłabnącym zainteresowaniem zajęciami (moja mama pracuje z dziećmi już 32 lata), mogę powiedzieć, że jest to mój talent prowadzić dzieci, młodzież i dorosłych po ścieżkach twórczej krainy. Idę z nimi, nie stoję na poboczu. Wchodzę w dyskusje na każdy temat, niekoniecznie tylko sztuki. Słucham i odpowiadam na pytania, opowiadam o sobie i swoim życiu, stając się namacalnym, prawdziwym człowiekiem. Dzieci są bardzo uważne i wyłapią każdą „ściemę”, więc lepiej rozmawiać z nimi otwarcie. Sama często pokazuję albo opowiadam swoim uczniom, nad czym aktualnie pracuję. Wiem, że jeśli będę dla nich autorytetem, szybko się rozwiną. Zaufanie jest bardzo istotne, bo moje korekty na temat ich pracy nie będą odbierane jako „dogryzki”, lecz jako ważne, potrzebne i właściwe uwagi.

Jakie tematy poruszacie w Pracowni, jeśli chodzi o tworzenie sztuki?

W Pracowni Sztuki Dziecka nie ma tematów dowolnych, bo pracujemy na programie autorskim. Każdy z prowadzących ma swój własny program, ale wszystkie powinny krążyć wokół tematu rocznego, np. Komunikacja”, „Czas”, „Światło”, „Poezja”, „Proza” … Zawsze w czerwcu w Galerii Działań na ul. Marco Polo 1 odbywa się uroczyste zakończenie roku szkolnego Pracowni (w tym roku 17-18.06. zaplanowane są wernisaże, a do września można oglądać prace na spokojnie – serdecznie wszystkich zapraszam). Cały rok twórczej pracy zwieńczają wystawa i katalog, o którym już wspomniałam. To moja mama ustala, jakie prace powinny się w nim znaleźć. Ma doskonałe oko i szybko dopasowuje prace, by katalog był na najwyższym poziomie. Całe rodziny, dziadkowie i znajomi, przybywają, by podziwiać prace dzieci z Pracowni, co świadczy o szacunku do naszej wspólnej pracy. 

Kasiu, jaką rolę – Twoim zdaniem – odgrywa w życiu pasja i co daje jej realizacja?

Jestem wielką szczęściarą, bo nigdy nie musiałam się zastanawiać, na jakie studia powinnam iść i co będę w życiu robić. Moja praca jest moją pasją. Od urodzenia wiedziałam, że chce powielać model moich rodziców artystów, którzy także z pasją wszystko tworzyli. Pasją jest uczenie, pasją jest tworzenie, pasją jest dawanie. Z domu wyniosłam, że powinnam dawać z siebie dużo i być ambitna. Uczciwie robić to, za co się biorę i kończyć to, co zaczęłam. To wszystko mi zostało – sobie i swoim dzieciom, także tym pracownianym, stawiam poprzeczki wysoko. Pokonujemy razem trudności, a potem jesteśmy z siebie dumni, że nam się udało. Pasja w moim przypadku to całe moje życie i dziś wiem, że nie byłabym spełniona, gdybym nie uczyła i nie przekazywała tego dalej. Czasem słyszę słowa swojego profesora, że trzeba” tworzyć, tworzyć, bo tylko dzieła po nas zostaną”. Po mnie pozostaną moje prace, albumy, ilustracje, książki, obrazy, grafiki, ale najważniejsze jest to, że pozostaną wspomnienia dzieci z czasu spędzonego ze mną w Pracowni Sztuki Dziecka. I tysiące, a może nawet miliony ich pięknych prac. 


Ty nawet mieszkasz w okolicy swojej Pracowni, prawda?

Tak, jest ona dla mnie przedłużeniem mojego mieszkania. Twórczym miejscem, w którym nie tylko uczę, ale także sama tworzę. Jest ono dla mnie bardzo ważne. Często słyszę pytanie, czy nie otworzę kolejnej pracowni albo nie znajdę większego lokalu. Niezmiennie odpowiadam, że Pracownia nigdy nie przekształci się w fabrykę. Ma być kameralnie. Rodzi to oczywiście pewne problemy, bo niektórzy czekają kilka lat, aby zapisać dziecko na zajęcia, bo my nie tworzymy nowych grup, lecz te grupy rosną z nami. Przyjęcie nowego uczestnika wiąże się z rezygnacją innego, a takich rezygnujących dzieci jest bardzo mało. To mnie z jednej strony cieszy, ale z drugiej strony odmowa rodzicom nie należy do przyjemności. Chciałabym móc uczyć wszystkie dzieci, które tego pragną.


Jaka jest Pracownia? W kilku słowach?

Pracownia jest niezwykła. I nie mówię tego, bo jest moja czy mamy. Ona jest prawdziwa. Nie jest duża, lecz ma duże serce. Nie jest wyposażona w nowoczesne sprzęty ułożone w należytym porządku, lecz wygląda jak pracownia artysty, gdzie panuje kontrolowany chaos dający właściwy nastrój.  To wszystko czują dzieci i ich rodzice i to jest nasz sukces. Wiedza, serce i umiejętne poprowadzenie małych wielkich artystów. 

Zdjęcia: Aneta Zamielska