15.04.2019

Bliźnięta-jak wychować i nie zwariować?

Moje dwujajowe bliźniaczki skończą niedługo 9 lat. Zmienia się ich wygląd, rozwijają charaktery, rodzą nowe zainteresowania. To dobry czas, żeby podsumować moje dotychczasowe podwójne macierzyństwo i wyciągnąć dobre wnioski na dalszy etap naszej wspólnej drogi. Ten tekst nie powstał po to, aby pouczać. Chciałabym, żeby dał wskazówki innym mamom bliźniąt, a także mamom minimum dwójki dzieci, które są na początku tej niełatwej i na każdym kroku pełnej odpowiedzialności macierzyńskiej podróży.

Są różne. Od pierwszego dnia można było je łatwo odróżnić i tylko nieliczne osoby miały z tym problem. Dla mnie od początku są dwiema całkiem innymi dziewczynkami, ale kilka pierwszych lat podwójnego macierzyństwa dało mi wiele okazji do tego, aby traktować je tak samo, „hurtowo” i „za jednym zamachem”. Począwszy od ilości mleczka, które przygotowywałam w dwóch butelkach (musiało być oczywiście po tyle samo), przez rzadkie chwile spędzania czasu tylko z jedną z nich (najczęściej byłyśmy we trzy albo rodzinnie we czwórkę), po tę samą grupę w przedszkolu i klasę w szkole (na szczęście nie siedzą w jednej ławce). Wiem z doświadczenia, że ilość obowiązków, tempo życia i brak czasu dla każdego dziecka z osobna może potęgować i tak obecną wśród bliźniąt rywalizację o uwagę rodziców. Ja tę rywalizację zauważałam i starałam się ją minimalizować, tłumacząc moim małym wtedy córeczkom, że mam dwie ręce, którymi mogę je przytulić i dwa kolanka, na których każda z nich może usiąść. Sama robiłam sobie wyrzuty, gdy jedną z nich przytulałam danego dnia częściej niż drugą albo gdy poświęciłam którejś z nich więcej uwagi. Następnego dnia musiałam oczywiście ten rachunek wyrównać. 

Przedszkole było etapem, w którym moje dziewczynki zaczęły doświadczać tego, że świat nie jest sprawiedliwy i rzadko kiedy dzieje się w nim „po równo”. Padało wtedy z ich ust wiele pytań, zaczynających się od „A dlaczego…?”, dotyczących traktowania przez ich rówieśników i panie nauczycielki. Okazało się szybko, że mają inne ulubione koleżanki i kolegów, przejawiały inne zainteresowania i zupełnie inne mocne i słabe strony w rozwoju. „Bliźnięta prędzej czy później doświadczają tego, że w życiu jest pewien poziom chaosu i przypadkowości. Dobrze jest je na to przygotować. Po równo traktować wtedy, gdy mamy do czynienia z wymiernością w postaci czasu czy przedmiotów, jak na przykład przydzielania obowiązków domowych (szczególnie ważne w przypadku chłopca i dziewczynki), obdarzanie czułością czy uwagą za otrzymane prezenty. W pozostałych sytuacjach warto podejść do każdego z bliźniąt indywidualnie – w kwestii jedzenia, ulubionych czynności, zainteresowań, wybierania kolegów. Rodzice powinni dostosowywać się do różnic między nimi i ich indywidualnych potrzeb. Zresztą temat ten dotyczy nie tylko bliźniąt, ale także każdego rodzeństwa” – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy. 

Indywidualne podejście do każdego z bliźniąt to niewątpliwie ogromne wyzwanie, tym bardziej, że dzieci wychowywane są w tych samych warunkach, przez tych samych rodziców i znajdują się na tym samym etapie edukacji. Nie znaczy to jednak, że znajdują się na tym samym etapie rozwoju i że przejawiają identyczne cechy, nawet w przypadku bliźniąt jednojajowych, które wyglądają jak dwie krople wody. „To wcale nie znaczy, że muszą mieć na to samo ochotę, to samo lubić, tego samego chcieć i unikać. Rodzice muszą w sobie wytworzyć nastawienie, że mają dwójkę różnych dzieci i powinni wychowywać je w taki właśnie sposób. To jest dwoje różnych ludzi. Nie wolno traktować ich w sposób zbiorowy, przypisując im zbiorowe pragnienia, zbiorowe obawy czy zbiorowe zainteresowania” – mówi dr Piotrowska. 

Na pewno warto zacząć od ubierania bliźniaczego rodzeństwa w różniące się od siebie rzeczy i otaczać je różniącymi się od siebie przedmiotami. W moim przypadku było to łatwiejsze, bo dziewczynki wyglądały zupełnie inaczej. Wiem jednak, jak silna bywa pokusa, żeby ubrać je dokładnie tak samo. Czasami to robiłam, żeby nacieszyć swoje oczy i upamiętnić ten widok na zdjęciach. Na co dzień jednak nosiły inne ubranka, bluzeczki czy sukienki różniły się chociażby kolorem. Niektóre rzeczy do pewnego etapu były wspólne, ale wraz ze zwiększającą się świadomością wyglądu (szczególnie u jednej z nich) szafa została podzielona na dwie części i każda połowa zawiera dziś zupełnie co innego. Zdarzają się takie same T-shirty czy spodnie i dla frajdy dziewczyny zakładają je tego samego dnia czy na wspólne wyjście, ale to w ich przypadku rzadkość.

W kwestii podkreślania indywidualności warto też jak najczęściej zwracać się do bliźniąt w formie pojedynczej, po imieniu do każdego z nich, nawet jeśli zwracamy się do obojga jednocześnie. „Oprócz imion zaleca się używać ników i spieszczeń charakterystycznych w kontakcie wewnątrz rodziny” – dodaje dr Piotrowska. Oczywiście w ferworze codziennych obowiązków szybciej jest powiedzieć „chłopcy” czy „dziewczynki”, kiedy bliźnięta są tej samej płci. Takiej formy też jak najbardziej można używać, ale należy być czujnym, żeby nie wpaść w pułapkę liczby mnogiej, zupełnie zapominając o liczbie pojedynczej. Może to bowiem przyczyniać się do tego, że każda z bliźniaczek lub każdy z bliźniaków będzie czuć się zawsze jak team, a nie pojedyncza osoba.

Jak zatem podkreślać indywidualność każdego z bliźniąt, a jednocześnie wspierać więź, która je łączy? To od zawsze był temat, który poddawałam głębokiej analizie, martwiąc się na zapas i przewidując różne scenariusze. Tymczasem, jak się okazuje, sprawa szczególnej więzi między bliźniętami nie jest dobrze zbadana. Pani dr Piotrowska tłumaczy: „W dużej mierze to rodzice doprowadzają do wytworzenia takiej więzi, ograniczając dzieciom kontakty z rówieśnikami, no bo przecież mają siebie. Media ten temat podkręcają, publikując wiadomości o współodczuwaniu czy takich samych wyborach życiowych bliźniąt. To przyciąga uwagę, ale należy pamiętać, że bliźnięta to różni ludzie. Psycholog nie opowiada się co prawda za tym, żeby za wszelką cenę budować każdemu z bliźniąt oddzielny świat społeczny, ale przestrzega przed planowaniem dni tak, żeby zawsze wszystko robiły razem.” Zatem ponownie wracamy do kwestii spędzania czasu tylko z jednym dzieckiem sam na sam, pozwalania mu na wybieranie tego, co lubi jeść, z którą koleżanką lub kolegą chce się się bawić i jak chce spędzać czas w domu. To miły widok i miód na serce, kiedy bliźnięta zgodnie bawią się razem, ale czasem nie mają po prostu na to ochoty i należy im pozwolić pobyć bez siostry i brata. Kiedyś usłyszałam od jednej z moich córek: „Mamo, dlaczego my robimy tak dużo rzeczy razem? Jestem zmęczona tym, że ciągle jesteśmy we dwie”. I to był dla mnie sygnał, że muszę moje córki częściej rozdzielać. Wdrożyłam to w życie i skutki były tylko pozytywne, choć wymagały więcej organizacji i logistyki. Okazało się, że w pojedynkę są spokojniejsze, bo z nikim nie muszą rywalizować, a poza tym po kilku godzinach bez siostry bardzo za sobą nawzajem tęsknią. Zawsze wtedy mają sobie dużo do powiedzenia i razem spędzają dłuższy czas bez kłótni.

Jest jeszcze jedna kwestia, która długo nie dawała mi spokoju. Często słyszałam, że jedno z bliźniąt jest mocniejsze psychicznie od drugiego, że jest podział na mocne i słabsze bliźnię. Rzeczywiście jedna z moich córek od zawsze jest odważniejsza i sprytniejsza, a druga jest bardziej delikatna i wycofana. Starałam się więc podchodzić do nich zgodnie z powyższym indywidualnie, ale tu też należy być bardzo czujnym. „Należy stawiać wobec każdego z bliźniąt zadania i wyzwania dostosowane do jego możliwości, ale jednocześnie nie przewidywać pewnego rodzaju działań tylko dla jednego z nich – np. nie wysyłać do sklepiku zawsze tej samej córki czy syna. Trzeba kontrolować, czy jako rodzice nie postępujemy zgodnie ze stereotypem, który sami przyjęliśmy, bo bardzo często myśląc w ten sposób (ta sobie poradzi, a tamta nie), wywołujemy efekt sprzężenia zwrotnego i sprawiamy, że to mocniejsze bliźnię będzie się stawać coraz mocniejsze, a to wycofujące się i bardziej delikatne będzie się stawało właśnie takie w jeszcze większym stopniu. To jest jak samospełniająca się przepowiednia” – przestrzega dr Piotrowska.

Na zakończenie ogólna rada dla rodziców bliźniąt od Pani psycholog: „W każdym momencie bycia z nimi należy traktować je tak jak zwykłe rodzeństwo. Jak dwójkę dzieci, które przypadkiem są w tym samym wieku”. Takie proste, a jednocześnie tak trudne do zrealizowania. Ja próbuję dalej…

Zdjęcia: Monika Kraińska