27.09.2019

Świat emocji okiem Ewy

Instagram wkradł się do naszych codziennych relacji. Czasami pomaga nam kogoś poznać, wymienić uwagi, zainspirować się. Instagram pomaga czasami także utrzymać relacje, kiedy nadajesz z kimś na tych samych falach, ale nie macie możliwości spotykania się na kawie codziennie, bo na przykład mieszkacie w zupełnie innych częściach Europy lub świata. Bywa i tak, że pełni rolę albumu ze wspomnieniami lub jest „oknem na świat” innych, bliższych bądź dalszych, nam osób. Wiele z nas lubi do niego zaglądać dla samych zdjęć. Jednym z profili, na których nie brakuje pięknych kadrów jest profil Ewy.

Ewa uwielbia fotografować, a na co dzień mieszka i pracuje w Holandii. – Od kilkunastu lat mieszkam w Holandii. Po skończeniu ogólniaka, nie miałam sprecyzowanych planów co do tego, co chciałabym robić w życiu, za to bardzo ciągnęło mnie w świat. Wybór, choć nawet nie pamiętam z jakiego powodu, padł na Holandię. Myślałam, że zostanę tu rok, a zamiast roku zostałam kilkanaście lat (z przerwami, bo mieszkałam też w Belgii), założyłam tu rodzinę.

A jak to się stało, że fotografia stała się jej ulubionym zajęciem? – Tak naprawdę to fotografuję, odkąd pamiętam. Nawet wtedy, kiedy nie posiadałam jeszcze własnego aparatu, to pożyczałam go od koleżanki (uśmiech). Taki oldskulowy aparat z kliszą oczywiście. Dziś też zdarza mi się robić zdjęcia analogowym sprzętem. – mówi.

W Holandii Ewa pracuje na pół etatu, tak jak większość holenderskich mam, co daje jej przestrzeń na spełnianie swoich marzeń. Od niedawna każdą wolną chwilę poświecą na rozkręcanie swojego biznesu, który prowadzi wraz ze wspólniczką. – Pracuję obecnie nad moim nowym projektem, który nazywa się Polandfinest.nl, staramy się tam wyszukiwać niebanalne, ładne miejsca noclegowe w Polsce by móc polecać je turystom z Holandii.

Strona powstała z myślą głównie o Holendrach, chociaż jest dwujęzyczna i jak najbardziej skierowana także do polskiego klienta. Od czasu do czasu, co chyba lubię najbardziej, zgłasza się ktoś ze zleceniem sesji zdjęciowej, wtedy chwytam za sprzęt i robię zdjęcia. Fotografia to moje hobby. Najczęściej są to marki dziecięce, sklepy lub osoby prywatne. – Bywam też zapraszana do sfotografowania miejsc noclegowych, co mnie zawsze bardzo cieszy, bo dobrze się czuje w podroży. Poza tym, kiedy wszystko jest nowe i ekscytujące, zdjęcia robią się niemal same – tłumaczy.

Pasję do zdjęć i podróży doskonale widać na jej zdjęciach na Instagramie. Fotografuje dzieci oraz miejsca i robi to w swoim charakterystycznym stylu. Czy łatwo jej zdaniem fotografuje się dzieci, które są spontaniczne i trudno namówić je na sztywne pozy? Według Ewy właśnie tego nie należy robić. – Jak to często bywa, tak i u mnie aparat zaczął być intensywniej eksploatowany, kiedy pojawiło się małe dziecko. Moja córka posiada naprawdę pokaźną kolekcje zdjęć. Dziś, kiedy więcej czasu spędza z koleżankami i ma własne sprawy, nie śledzę jej już tak intensywnie z aparatem w ręku, ale i tak mam niezłą praktykę w fotografowaniu dzieci. Myślę, że im zdjęcia robi się chyba najprzyjemniej. Są naturalne, po pewnym czasie nie zwracają uwagi na mnie i mój obiektyw, a to jest dla mnie najważniejsze. Nie interesują mnie zdjęcia pozowane czy sztuczne uśmiechy. Nigdy nie kazałam mojemu czy innemu dziecku, zastygać, uśmiechać się albo wyciągać rękę z podniesionym kciukiem. Łapię kadry w przelocie. Czasem żałuję, że czegoś złapać się nie udało, ale staram się nie robić zdjęć na siłę. Mają być jak najbardziej prawdziwe. Nawet jeśli robię zdjęcia na zlecenie, bo i takie się zdarzają.

Dobrze pracuje się wiedząc, jaki efekt chce się osiągnąć lub na dobrze znanych motywach. Nieco trudniej jest, gdy pojawia się nowa koncepcja. Pytam więc Ewę, jakie było największe wyzwanie w jej dotychczasowej przygodzie z aparatem?  – Bardzo miło wspominam fotografowanie znanych muzyków podczas ich prób, bo miałam to szczęście, że mogłam ich podglądać przy pracy. Przyznam, że trochę obawiałam się sesji z dorosłymi facetami, a przy tym z totalnie innym, bo sztucznym światłem. Sale prób to często ciemne pomieszczenia, podczas gdy ja najchętniej fotografuję w naturalnym, dziennym świetle. Jak się okazało obawy były niepotrzebne, bo muzycy byli trochę jak te dzieci (uśmiech). Ponieważ byli przyzwyczajeni do kamer, to również nie zwracali na mnie uwagi, a inne światło dało niesamowite, nieznane dotąd efekty. To było spore wyzwanie i cenne doświadczenie.

Czym dla Ewy jest Instagram? To w jaki sposób myślę o social media, głównie o Instagramie, zależy od tego co robię i od mojego nastroju. Bywa, że mam go naprawdę dosyć, ale mimo wszystko odwiedzam regularnie. Po pierwsze lubię wyżyć się fotograficznie, po drugie to traktuje go jako moją wyszukiwarkę (śmiech). Zawsze znajdzie się ktoś, kto coś poleci, pokaże, kogo można wypytać na dany temat. Zawdzięczam Instagramowi sporo niesamowitych, wręcz surrealistycznych wydarzeń. Ciekawe znajomości, propozycje współpracy, wyjazdy. Mam wrażenie, że dzięki temu medium świat nagle zrobił się jakby mniejszy i bardziej dostępny.

Zdjęcia: Ewa Jongerden Pielak