23.08.2018

Życie na fali. Siostry z Femi Stories o pracy i życiu z dziećmi na polskim wybrzeżu

Anita i Kamila to siostrzany duet projektantek, który doskonale znacie pod nazwą Femi Stories. A czy wiecie, że odkąd obie zostały Mamami każde wakacje spędzają z dziećmi w przyczepie kempingowej na Helu? Kochają polskie morze za najpiękniejsze zachody słońca, klimat i kontakt z naturą. A także za to, że ich dzieci doświadczają tutaj wolności i uczą się samodzielności. Anita ma 4 letniego synka, a Kamila jest mamą dwóch chłopców, 6 i 3 letniego. Razem tworzą jeden wielki rodzinny team.

 Na jakim etapie życia obecnie jesteście? Praca czy wakacje?

Prowadzimy firmę na Helu. Jest to obecnie nasze miejsce operacyjne.

Rozumiem, że cały czas towarzyszą Wam wasze dzieci?

Tak. Rano odprowadzamy je na lekcje windsurfingu. Mają tutaj zorganizowane różne zajęcia sportowe, w których biorą udział. Przez kilka godzin nasze dzieci są na obozie, a my z kolei mamy czas aby pracować. Zdarza się, że gdy wracają po południu my często jeszcze pracujemy. Mamy na wybrzeżu nasze sklepy, więc nasza obecność jest bardzo przydatna.

Jak wasze dzieci reagują na tę rzeczywistość? Czy bez problemu wpisują się w plan dnia?

Oni są tutaj totalnie szczęśliwi. Każde z nich spędza w tym miejscu wakacje od urodzenia. Są wtopieni w ten klimat na Helu. Cały rok szkolny czekają, żeby przyjechać nad morze. Są bardzo zaprzyjaźnieni z tym miejscem i mają tu już swoje ścieżki.

Jak wygląda ich dzień nad morzem?

Rano zazwyczaj mają zajęcia, więc biorą deski i idą na lekcje. Spędzają czas z zaufanymi trenerami, co daje nam poczucie, że są w dobrych rękach. Żartujemy czasami, że chyba za bardzo się zaprzyjaźnili, bo powinni mieć więcej respektu do swoich nauczycieli. A tymczasem trzymają z nimi sztamę.

Wasza marka jest bardzo rozpoznawalna poza granicami kraju. Wyobrażam sobie, że gdybyście chciały mogłybyście te wakacje spędzać chociażby na plaży w Miami. Dlaczego zatem tak bardzo upodobałyście sobie polskie wybrzeże?

Wiesz my kochamy Hel. Przyjeżdżamy tu od lat, to jest nasz drugi dom. Dodatkowo jest stosunkowo blisko Warszawy, więc gdy jest potrzeba abyśmy były w mieście, bo na przykład mamy premierę kolekcji, albo wzywają nas obowiązki czy spotkania, to w kilka godzin jesteśmy. Do tego Tatusiowie naszych dzieci, nasi partnerzy, także do nas przyjeżdżają w każdej wolnej chwili. Ale jeśli mamy być szczere, to chyba nie wymieniłybyśmy tego miejsca na żadne inne na ziemi. Nasi przyjaciele także lubią do nas przyjeżdżać. Żyjemy wtedy jak w jednej wielkiej rodzinie. Tego brakuje nam w Warszawie. Tutaj możemy spędzić razem 24 godziny na dobę, wypić razem poranną kawę, porozmawiać na spokojnie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nasze dzieci, które na co dzień mieszkają w centrum Warszawy, przyjeżdżając na Hel stają się zupełnie samodzielne.

Na Helu są też najpiękniejsze zachody słońca jakie widziałyśmy w życiu, a widziałyśmy ich wiele, w różnych zakątkach świata. Często oglądamy je z dziećmi. To są dla nas wszystkich magiczne chwile.

Pozwalacie dzieciom tutaj na więcej?

Tak. Na przykład chodzą same do sklepu, uczą się samodzielności. W Warszawie nigdy byśmy sobie na to nie pozwoliły, aby dać im taką wolność z troski o nie. A poza tym mają tutaj mnóstwo super aktywności sportowych, które kształtują w nich dobre nawyki.

Zaszczepiacie w nich żyłkę do sportu.

Zdecydowanie. Na przykład gdy nie ma fal, szkółka organizuje im zajęcia w Skateparku i ćwiczą jazdę na deskorolce. Nie siedzą i nie czekają na lepszą pogodę, zawsze jest coś czym mogą się zająć. Przyjeżdżają tutaj super dzieciaczki z całej Polski. Zawiązują przyjaźnie, za którymi tęsknią w roku szkolnym. Z niektórymi z nich widujemy się zimą na nartach. To naprawdę zgrane ekipy.

Mieszkacie w  przyczepie kempingowej?

Tak. I kochamy to. Nasze dzieci na szczęście też! Często już w lutym pytają nas kiedy jedziemy „do przyczepy”.

Co Waszym zdaniem życie nad morzem, tak blisko z naturą, wnosi do ich rozwoju?

Na pewno zauważamy fakt, że nasze dzieci niesamowicie się tutaj uodparniają. Bez względu na to czy jest zimno, czy ciepło, biegają na bosaka w szortach. Klimat nad morzem często się zmienia, więc mamy przekrój różnych zjawisk pogodowych. Dzięki temu nie chorują nam w ciągu roku w ogóle.

To jest również wspaniała rzecz pod względem nauki samodzielności. W Warszawie gdzie mieszkamy na co dzień, w centrum miasta, nie mają ku temu warunków. Nie wyobrażamy sobie, aby nasze kilkuletnie dzieci puścić same gdziekolwiek w mieście. Tam mamy inny tor myślenia i za nic w świecie nie pozwoliłybyśmy, aby biegały same pod kamienicą, albo poszły do sklepu po bułki. A tutaj mają namiastkę tego, jakie życie my miałyśmy jako dzieciaki. Dostają swoje kieszonkowe, idą same do sklepu decydując na co je przeznaczą. Mogą kupić sobie lody jeśli mają taką ochotę, nie musimy za nimi biegać i tego sprawdzać. Luzujemy się tutaj. Z jednej strony mamy nad tym kontrolę, ale z drugiej dajemy im poczucie samodzielności. W Warszawie też bardziej pilnujemy tego co jedzą, kupujemy mięso i warzywa w zaprzyjaźnionych sprawdzonych sklepach, nie przesadzamy ze słodyczami. Tutaj na Helu jest to utrudnione, ale to wcale nam nie przeszkadza. Gotujemy na zmianę, a wspólne jedzenie sprawia nam przyjemność.

Zauważamy, że uczą się tutaj jeszcze jednej bardzo pozytywnej rzeczy: odpowiedzialności za siebie nawzajem. Mają po kilka lat, a już potrafią zwracać się do siebie na zasadzie „teraz idziemy tutaj”, „nie rób tego”, „tak nie możemy” i tym podobne. Najstarszy pilnuje ich bardzo i zawsze przybiega, gdy widzi, że coś się dzieje.

A gdy z kolei wracacie do Warszawy nie brakuje im tego? Nie ma etapu buntu?

Nam wszystkim tego brakuje. Nasze dzieci są już do tego przystosowane. Zdają sobie sprawę z tego, że po powrocie z Helu czeka na nich inna codzienność. Przez cały rok mówią, że chcą tu wrócić. W mieście jest kierat: dom, praca, przedszkole, zajęcia i tak w kółko. Tutaj jest totalny dziecięcy luz. Jest jeszcze jedna rzecz, którą my uwielbiamy, mianowicie nasze dzieci się tutaj nudzą. W cudzysłowie oczywiście. Chodzi nam o to, że to jest jedyny czas w roku, w którym my nie musimy ich popędzać. Nie ma pośpiechu, że muszą wstać, zjeść i szybko wyjść z domu. Życie płynie swoim rytmem, to jest fajne. Bywa tak, że na przykład pada deszcz i zajęcia na wodzie nie mogą się odbyć, wtedy oni sami muszą sobie wymyśleć, co będą robili zanim pójdą z nami na plaże.

Najfajniejsze są poranki, gdy dzieci się budzą. Od razu odwiedzają się w przyczepach, sprawdzają kto już wstał. U kogoś zawsze można obejrzeć bajkę z rana, to jest jedyny moment w ciągu dnia kiedy mają na to przyzwolenie.

Rozumiem, że z lekkim rozbawieniem, ale i podziwem patrzycie na te pomysły?

Tak, oni są tutaj bardzo kreatywni. Wymyślają sobie zabawy, które łączą w zaskakujący sposób. Na przykład rozstawiają stolik i sprzedają lemoniadę lub galaretki, które wcześniej pomagamy im zrobić. Czasami bransoletki z nitek. Ostatnio łowili rybki i sprzedawali je, ale pod warunkiem, że kupujący wypuści je z powrotem do zatoki.

Nie narzucacie im swoich zwyczajów?

Generalnie nie. My na przykład nie jemy mięsa, ale nasze dzieci lubią, więc im je gotujemy. Czasami ćwiczą z nami jogę.

Skąd taki pomysł, aby spędzać w ten sposób całe wakacje? W przyczepie kempingowej na Helu.

Obje  wychowałyśmy się pod miastem. Pochodzimy z Wrocławia, ale znaczną część życia spędziłyśmy na działce pod miastem w lesie, gdzie nasi rodzice wybudowali dom. Kontakt z naturą był dla nas niezwykle ważny. Wydaje nam się to naturalne, że nasze dzieci też powinny mieć kontakt z przyrodą i móc się wyszaleć poza miastem.

Chęci do sportu złapały od Was?

Tak i od naszych rodzin. Rozmawiałyśmy sobie ostatnio o tym, że pobyt na Helu jest swego rodzaju inwestycją w nich. Poznają tutaj fajnych ludzi, którzy od rana biegają, albo jeżdżą na rowerach. Gdy jest dobry wiatr wszyscy zrywają się i biegną na windsurfing. Są tutaj nastolatki, które rwą się do sportu, a nie do tabletów. Bywało, że budziły swoich trenerów o 5 rano, żeby pójść z deską na fale.

Jak organizujecie sobie pracę na Helu?

Pracujemy codziennie, ale nie w systemie ośmiogodzinnym. Aktualnie będąc na wybrzeżu projektujemy nową kolekcję. Ten czas, gdy nasze dzieci idą na zajęcia sportowe my poświęcamy na pracę. Gdy wracają spędzamy czas wspólnie, uprawiamy dużo sportów. Często gdy dzieciaki położą się spać wieczorem, my wracamy do pracy. Jesteśmy tutaj 24 godziny na dobę, więc praca towarzyszy nam często. Czasami gdy spotykamy się na obiad, to dopowiadamy sobie różne kwestie. Jesteśmy więc trochę na stałe w pracy.

A co z życiem towarzyskim?

Jest i takie. Chociaż szczerze mówiąc tutaj kwitnie życie sportowe, ale i imprezy czasami się zdarzają. W Warszawie często nie mamy czasu, aby z przyjaciółmi spędzić go tak jakbyśmy chciały. Na plaży nadrabiamy te zaległości towarzyskie.

Jak w tym wszystkim odnajdują się wasi partnerzy?

Przyjeżdżają tak często jak tylko mogą. Czasami zostają na dłużej. My jesteśmy od początku lipca do sierpnia. W czerwcu o ile czas pozwala. Wszystko dobrze funkcjonuje.

A jak zimowe sporty podobają się dzieciom?

Zimą zawsze jeździmy na narty, do których nasze dzieci mają smykałkę i które uwielbiają.

Często rodzice boją się takiej odpowiedzialności dzieci. Lub też boją się oddać małe dzieci na naukę w ręce trenerów, czyli obcych ludzi.

Mamy tutaj różne doświadczenia. Jeździłyśmy z naszymi dziećmi i same, ale też oddawałyśmy je pod oko instruktorów. I faktycznie trener, który jest wyszkolony i ma podejście do dzieci jest w stanie nauczyć je bardzo wiele w krótkim czasie. Jest też kwestia taka, że oddawanie dziecka pod opiekę i naukę innym osobom uczy je funkcjonowania bez rodziców. Oczywiście po takich zajęciach i tak dziecko jeździ później z rodzicem, więc jest tutaj równowaga.

Wracając do spraw zawodowych. Skąd nieustannie czerpiecie pomysły na kolekcje?

Inspirują nas podróże. Dużo jeździmy po świecie i dużo z niego czerpiemy. Ostatnio na przykład ponad miesiąc czasu spędziłyśmy w Maroku i to na pewno znajdzie odzwierciedlenie w naszej kolejnej kolekcji. Wystawy kulturalne, na które jeździmy także pozostawiają w nas sporo wrażeń, które potem przekładają się na to co widać w naszych ubraniach.

Czym nas zaskoczycie w najbliższej przyszłości?

Możemy już powiedzieć, że za chwilę premiera naszej najnowszej kolekcji, którą stworzyłyśmy we współpracy z Disneyem. To jest kolekcja dedykowana dorosłym. Nie jest przesłodzona. Znajdują się w niej ubrania z motywami Kubusia Puchatka i jego przyjaciół ze Stumilowego Lasu. Jesteśmy bardzo zadowolone z jej efektów i jednocześnie podekscytowane. Premiera pod koniec sierpnia.

Czekamy z niecierpliwością i trzymamy za Was kciuki!

 

Zdjęcia: Archiwum prywatne, Aneta Zamielska