04.05.2018

Spacer z dzieckiem – przewodnik w pigułce

Spacer z dzieckiem to niezwykle ważne zagadnienie dla każdego rodzica. Młode mamy często od razu po porodzie zastanawiają się, kiedy będą mogły zrobić pierwszą rundkę z wózkiem po okolicy. Z biegiem czasu pojawiają się w ich głowach kolejne ważne pytania: jak ubrać niemowlaka, by się nie spocił, co powinien mieć na sobie zbuntowany 2-latek, który nie chce nosić szalika i jak ochronić dziecko przed piekącym słońcem. A na koniec kiedy mamy są już zmęczone ubieraniem i rozbieraniem swoich pociech zadają sobie tylko jedno kluczowe pytanie, czy spacer w ogóle jest dziecku potrzebny do szczęścia?  No właśnie, jak to jest z tym wychodzeniem na dwór? Zacznę od początku.

Z moich obserwacji wynika, że ponad 80 procent młodych rodziców uwielbia spacery z niemowlakami. Z jednego prostego powodu. Ich dzieci smacznie wtedy śpią w wózkach, a oni przez godzinę mają chwilę spokoju i czas dla siebie. Wielokrotnie widziałam zrelaksowane mamy, które siedziały na ławkach pochłonięte czytaniem i tylko od czasu do czasu rzucały okiem na drzemiące maluchy. Niestety nie każdy rodzin ma takie szczęście. Moje dziecko, kiedy było noworodkiem nienawidziło spacerów, przynajmniej spacerów w wózku. Każde moje wyjście z domu związane było z gigantycznym stresem, ponieważ nie potrafiłam uspokoić mojej zanoszącej się płaczem córki. Nie pomagało praktycznie nic. Wychodziłyśmy z domu i po 15 minutach wracałyśmy obie zapłakane. Ona bo coś jej nie pasowało, a ja bo byłam zestresowana jej histerią, moją bezradnością i zdziwionymi spojrzeniami innych osób na ulicy. To był prawdziwy koszmar i doszło do tego, że potrafiłam przez cały tydzień siedzieć w domu i nie wychodzić na spacer. Wmówiłam sobie, że spacery wcale nie są potrzebne mojemu dziecku i skoro ich nie lubi to nie ma sprawy, zostajemy w czterech ścianach. Dopiero moja mama zmobilizowała mnie i uświadomiła, że przebywanie na świeżym powietrzu jest niezmiernie ważne z wielu powodów. Uznałam więc, że skoro faktycznie tak jest, a przecież matki zawsze mają rację, to muszę znaleźć sposób na moje dziecko. I znalazłam. Okazało się, że Hania nie lubiła być w wózku bez powodu. Albo chciała w nim spać, albo oglądać rzeczywistość, żadnych stanów pośrednich. Nie lubiła się nudzić i dlatego płakała. Znana amerykańska pediatra i autorka książek, dr Pamela Douglas uważa, że jednym z głównych powodów płaczu niemowląt jest właśnie nuda. W końcu zorientowałam się, że wychodząc z córką na dwór powinnam dostarczyć jej odpowiednich bodźców. Kiedy więc widziałam, że ma szeroko otwarte oczy i nie zamierza spać, tylko zaraz się rozpłacze, opuszczałam budkę gondoli lub otwierałam to małe okienko na górze, by mogła podziwiać ze swojego noworodkowego poziomu świat. Obserwowała liście, konary drzew, niebo, a także twarze ciekawskich, którzy zaglądali do niej z czułością.

Kiedy wychodzić, a kiedy nie? Na jak długo?

Warto polubić spacery z maluchem, niezależnie od jego wieku, z kilku powodów. Przede wszystkim wyjście z domu jest dla dziecka wielką przygodą. Dla niemowlaka atrakcją będą chmury na niebie, które może podziwiać leżąc w gondoli. Dla starszaka obcowanie z dziećmi na placu zabaw to świetna nauka budowania relacji z innymi. Żeby jednak maluch skorzystał z takiego wyjścia jak najwięcej, trzeba wiedzieć o kilku sprawach. Przede wszystkim wybierajmy na spacer miejsca, które są z dala od ruchliwych ulic. Najlepsze są parki, czy skwery, nie mówiąc oczywiście o lasach, czy polankach idealnych na dziecięce harce.

Wychodźmy z domu tak często jak chcemy, ale pamiętajmy, że jednak najlepszą porą jest przedpołudnie. Tym bardziej latem, gdy między 11 a 15 słońce najmocniej operuje. Młodzi rodzice zastanawiają się również ile czasu powinni spędzać na świeżym powietrzu z malcem. Tutaj nie ma jednej reguły. Położne doradzają świeżo upieczonym mamom, aby noworodek spędzał na początku na zewnątrz od 30 do 40 minut. Później można powoli wydłużać ten czas w zależności od pogody. Kilkuletnie dzieci mogą bawić się pod chmurką nawet po 3, czy 4 godziny. Wszystko zależy od pogody. Latem zabierajmy nasze pociechy do miejsc zacienionych i smarujmy je kremami z filtrem, przeznaczonymi dla najmłodszych. Zimą natomiast wychodźmy wtedy, kiedy temperatura nie przekracza -10 stopni Celsjusza. Znam jednak również takie położne z warszawskich szpitali które uważają, że można wychodzić z wózkiem nawet przy -15. Spacer zimą to w końcu hartowanie młodego organizmu. Spacer to również witamina D, która jest syntetyzowana pod wpływem promieniowania słonecznego!

Nie zapominajmy również, że przebywanie na świeżym powietrzu wzmacnia apetyt. Wiem coś o tym, bo sama byłam niejadkiem, na którego niewiele co działało. Pamiętam, jak moja babcia wychodziła ze mną na dwór i za każdym razem obowiązkowo zabierała słoik z zupą. W domu nie chciałam nawet patrzeć na rosołek, czy gęstą pomidorową. Na placu zabaw, po godzinie szaleństw pochłaniałam całą porcję z wielkim smakiem.

Jeśli jednak pogoda nie sprzyja spacerom to mimo wszystko nie rezygnujmy całkowicie z przebywania na świeżym powietrzu. Mamy niemowlaków mogą je werandować w domu. Wystarczy ubrać malucha jak na spacer, położyć do wózka i postawić przy szeroko otwartym oknie na przykład na 15 minut.

Mądrze ubierz dziecko

No dobrze, a co z ubieraniem? Jak przygotować nasze dziecko, by nie zmarzło, ale również nie przegrzało się? To jest temat rzeka. Wiem z obserwacji, że młodzi rodzice mają ogromny problem z tym, co założyć nie tylko niemowlakowi, ale również przedszkolakowi. Chociaż moje dziecko ma prawie trzy lata to do tej pory zastanawiam się czasami, czy Hani nie jest za ciepło, czy nie spoci się, czy ta czapka na pewno wystarczająco chroni przed wiatrem. Okazuje się, że z ubieraniem zasada jest jedna. Bardzo małym dzieciom zakładajmy  jedną warstwę ubrań więcej niż sobie. To gwarantuje nam, że naszym pociechom będzie ciepło i nie spocą się. Niestety często chodząc na spacery widzę zgrzane 2-latki, którym opiekunowie zakładają kilka warstw grubych ubrań. Nie ściągają ich, czy nie rozpinają nawet w komunikacji miejskiej! Kiedy takie przegrzane dziecko wyjdzie z autobusu na mróz to przeziębienie gwarantowane!

 

Zimą sprawdzają się kombinezony. Niemowlaka najłatwiej ubrać w taki jednoczęściowy, który łatwo się wkłada i zdejmuje. Gorzej jest ze starszymi dziećmi. Im wygodniej zakładać oddzielnie ocieplane spodnie i oddzielnie kurtkę. Do tego oczywiście czapka zawiązywana pod brodą, rękawiczki z jednym palcem i szalik lub komin.

Dobre ubranie spacerowe jest również istotne w ciepłe dni. Przede wszystkim ubierajmy dzieci w rzeczy z naturalnych tkanin, które oddychają. Latem bluzki mają być przewiewne i luźne, najlepiej w jasnych, odbijających światło kolorach. Konieczne jest także nakrycie głowy. To bardzo ważne, szczególnie w upalne dni.

Jeśli nie wózek to co?

Jeśli Twoje dziecko nie lubi spacerów w wózku, a jest jeszcze bardzo małe, to głowa do góry. Jest na to rada!  Jak się dowiedziałam po czasie, dzieci na spacerach mogą płakać z wielu powodów. Jednym może być niewygodnie, innym może brakować bliskości z rodzicem, a jeszcze inne chciałyby lepiej widzieć świat, co z pozycji głębokiego wózka nie jest takie proste. Na szczęście istnieją takie wynalazki jak chusty, czy ergonomiczne nosidełka. Maluchy wręcz uwielbiają być blisko rodziców w pozycji pionowej. W ten sposób czują się dużo bezpieczniej niż w wózku. Mają także lepszą pozycję do obserwacji. Psychologowie zauważyli również wiele innych pozytywnych aspektów noszenia dzieci w taki właśnie sposób. Chustowanie korzystnie wpływa na rozwój i samodzielność niemowlaka. Takie dzieci mniej płaczą i są spokojniejsze. Rodzice również mają wiele korzyści ze spacerów bez wózka. Mają wolne ręce, szybciej mogą się przemieszczać i bez problemu pokonywać schody.

 

 

Warto również zapewnić  atrakcje na spacerze idealnie dobrane do potrzeb starszych dzieci. Kiedy nasze maluchy wyrosną już z wózków lub za Chiny nie będą chciały dać się zapiąć w pasy w spacerówce, warto pomyśleć o innych „środkach transportu”, takich jak rowerki, czy hulajnogi. Dzieci mają atrakcję, a rodzice nie muszą niszczyć sobie kręgosłupów od noszenia na rękach 20-kilogramowych brzdąców. No i w końcu przejście z domu do pobliskiego sklepu oddalonego o 500 metrów, nie musi trwać godzinę.

 

Zdjęcia: Aneta Zamielska