01.02.2019

Nathalie Lete – czarodziejka obrazów

Odwiedzamy Nathalie w jej pracowni we Francji. To miejsce, sama Nathalie i połączenie jej osoby z tym niesamowitym wnętrzem pozostawia nas pod tak silnym wrażeniem, że trudno nam wrócić do rzeczywistości…

Nathalie, jakim byłaś dzieckiem?

Byłam jedynaczką, którą często bywała sama w domu. Bez rodzeństwa, z rodzicami pracującymi do późna w nocy. Mój ojciec był Chińczykiem, pracował w restauracji i wracał do domu w środku nocy. Widywałam go tylko przez kilka godzin w tygodniu. Moja mama pochodzi z Niemiec i pamiętam, że czytała mi dużo niemieckich bajek przed snem. Była sekretarką i też wracała do domu dopiero wieczorem. Musiałam być w związku z tym bardzo odpowiedzialna jako dziecko. Większość czasu spędzałam rysując i tworząc rzeczy z tego, co było pod ręką – wełny, kartonu, modeliny… Żeby się czymś zająć, malowałam kamienie i kawałki drewna, ale uwielbiałam po prostu coś tworzyć.

Tworzenie zawsze było ważną częścią mojego życia. Uczęszczałam na wszystkie możliwe kursy związane ze sztuką, uwielbiałam też taniec klasyczny i grę na pianinie. Tworzenie to dla mnie zachowanie, osobowość i dlatego wszystkie rodzaje sztuki i kreacji są w moim odczuciu tym samym. To wszystko tworzy człowieka…

Miałam ukochane przyjaciółki, które były dla mnie jak siostry. Dużo rozmawiałyśmy ze sobą w drodze ze szkoły do domu. Najpierw one odprowadzały mnie, a potem, ponieważ tematy nam się nie kończyły, ja odprowadzałam je, po czym one znowu wracały ze mną w kierunku mojego domu i rozstawałyśmy się wreszcie w połowie drogi. Było tak za każdym razem, nigdy nie miałyśmy dość rozmów. Jednak jednocześnie czułam się bardzo samotna i marzyłam o księciu z bajki. Byłam romantyczką w wiecznym poszukiwaniu bratniej duszy, która zrozumiałaby, co czułam. Z jednej strony byłam smutnym dzieckiem, a z drugiej bardzo szczęśliwym.

Kiedy zdecydowałaś czy poczułaś, że sztuka to Twoja przyszłość?

W wieku 18 lat odwiedziłam panią astrolog, która mi przepowiedziała, że odniosę sukces tworzeniem swojej sztuki. Dodała, że ta sztuka będzie miała związek z dzieciństwem. To ona przekonała mnie, żebym poszła do szkoły artystycznej i nawet dokładnie powiedziała, do której szkoły powinnam pójść. Zrobiłam to. Zdałam do szkoły Duperré w Paryżu, gdzie ukończyłam kierunek mody i włókiennictwa.

Co było potem? Jak rozwijała się Twoja kariera?

Po 4 latach studiów na kierunku mody zaczęłam pracować jako asystent przy tworzeniu trendbooków. W tym samym czasie z moim ówczesnym chłopakiem (którego poznałam w szkole i z którym mieszkałam, mając 20 lat) robiliśmy duże malowane rzeźby z kartonu, które przyniosły nam szybki sukces i zlecenia. Oboje chcieliśmy też robić inne kierunki studiów i przez 5 lat studiowaliśmy jeszcze litografię na Beaux Arts of Paris. Pracowałam non stop – jako asystentka oraz wykonując zlecenia, które otrzymywała nasza marka „Mathias and Nathalie”. Dodatkowo chodziłam na wieczorne i weekendowe zajęcia. Sztuka jest całym moim życiem i nigdy nie rozpatrywałam jej w kategoriach za dużej ilości pracy. Uprawiam sztukę tak jak oddycham.

Takie życie prowadziliśmy przez kilka lat, do moich 29 urodzin. Później się rozstaliśmy, a 3 lata później rozwiązaliśmy naszą współpracę. W wieku 32 lat zaczęłam pracować samodzielnie jako NATHALIE LETE. „Lete” z chińskiego oznacza lato. Moje projekty rozwijały się stopniowo, krok po kroku.

Obecnie pracuję już 30 lat. Młodzi artyści pytają mnie czasem, jak mi się udało dojść do miejsca, w którym jestem teraz. Chcieliby znać magiczny przepis. Jednak takiego nie ma, chodzi o czas. Nigdy nie należy przestawać pracować i robić tego, co się lubi. To, co głęboko się czuje i w czym się sobie ufa. To jedyna droga, żeby przekonać innych.

Obecnie Nathalie współpracuje z markami na całym świecie, m. in. Petit Jour Paris, Vilac czy Gucci. Niektóre kolorowe przedmioty sygnowane jej nazwiskiem dostępne są również w Polsce. W Japonii dzieła Nathalie można podziwiać i kupić w „Le monde de Nathalie”, totalnie magicznym i kolorowym sklepie, w którym zakochują się nie tylko dzieci, ale cała rzesza dorosłych.

Co Cię inspiruje?

Na początku moją inspiracją były głównie zabawki vintage, które kolekcjonowałam dla mojego pierwszego dziecka, córki Angele. Później malowałam też wszystko to, co pamiętałam z mojego własnego dzieciństwa, z bajek czytanych przez moją mamę i z niemieckich ilustrowanych książek, które miałam jako dziecko.

Myślę, że inspiruje mnie również uczucie szczęścia, które próbuję uchwycić z czasu, kiedy byłam dzieckiem. Można je odczuwać, kiedy przebywa się na łonie natury albo jest w sytuacji, w której się myśli, że jest się na właściwym miejscu i najchętniej chciałoby się w nim zostać. Takie sytuacje staram się sobie przypomnieć i przełożyć je na moją twórczość. Oczywiście kocham naturę, zwierzęta, zabawki, atmosferę dzieciństwa…

Czym jest dla Ciebie ilustrowanie?

Nie lubię tego słowa… W moim odczuciu nie zajmuję się ilustrowaniem. Chociaż w sumie to, co robię, to po części ilustracja, ale przede wszystkim kreacja obrazów, które mam w głowie. A to zupełnie coś innego.

Kiedy na przykład ktoś zwraca się do mnie z prośbą o ilustrację jakiegoś przedmiotu, to niestety nie jestem w tym dobra. Bo mogę malować tylko to, co jest bliskie mojemu światu.

Niektórzy ilustratorzy są w stanie ilustrować wszystko, każdy przedmiot, na każdy temat, np. miasto, przyszłość, polityka, społeczeństwo, aktualne tematy… Dla mnie jest to trudne. Nie czuję tego świata i nie jestem w stanie wykonać takich ilustracji, dlatego nie czuję, że jestem ilustratorem. Mogę tylko malować przeszłość, proste rzeczy, mój świat. Jestem też leniwa, dlatego nie chcę próbować ilustrować dzisiejszego życia. Nie interesuje mnie to. Dlatego właśnie maluję głównie zwierzęta, bo są uniwersalne, jeśli chodzi o poczucie czasu. A kiedy maluję np. Czerwonego Kapturka czy Alicję z Krainy Czarów, to nie maluję ludzi, tylko postacie, a to jest każdy i nikt.

Pracownia Nathalie znajduje się niedaleko jej domu na południowych przedmieściach Paryża. To duża loftowa przestrzeń w budynku przemysłowym, która jest otoczona ogrodem, zielonym przez cały rok. Dwa piętra studia wypełnione są wszelkiego rodzaju zabawkami vintage, obrazami, figurkami, skrzynkami, książkami, pudełkami i ceramiką, a wszystko to w artystycznym nieładzie pełnym magicznych zakątków i miejscami też niespodziewanych przedmiotów, takich jak np. lalki bez oczu, wielki grzyb z masy papierowej czy figury zwierząt. To miejsce przypomina ogromny bajkowy strych, w którym można zatracić się w poszukiwaniach skarbów i odkryć całe ich mnóstwo. Sama Nathalie mówi o swoim studio, że jest jak sklep z antykami, w którym nikt nigdy nic nie kupił, co tłumaczy ogromną ilość tych przedmiotów. Poza swoimi pracami umieszcza tu także rzeczy, które przywozi ze swoich podróży po całym świecie.

Tę pełną magii przestrzeń i atmosferę twórczej pracy obserwuje jamnik Nathalie, Spike, który chętnie towarzyszy swojej pani, odpoczywając w ciepłym kącie przy kaloryferze.

Ile spędzasz tu czasu, Nathalie? Masz ulubioną porę, w której pracujesz najchętniej albo najefektywniej?

Zazwyczaj pracuję od 9.00 do 18.00. Potem idę do domu z mężem i naszym Spike’iem. Gotujemy razem i oglądamy filmy. Czasami wieczorem muszę odpisać na emaile, ale staram się spędzać czas z moim mężem. Jestem wtedy zmęczona i już nie mogę pracować do późna. Kiedy byłam młodsza, pracowałam zazwyczaj do północy, ale już tak nie potrafię, zmęczenie mi nie pozwala, bo niedługo skończę 55 lat (śmiech). Jeszcze do niedawna pracowaliśmy też w weekendy, ale od kilku miesięcy mamy dom na wsi i tam teraz zawsze jeździmy. Spędzam tam dużo czasu, malując kwiaty na ścianach.

Jak wygląda proces Twojej kreacji? Najpierw masz pomysł i go realizujesz czy po prostu zaczynasz tworzyć i pomysły same się pojawiają?

Nie robię szkiców. Zaczynam pracować i pomysły przychodzą krok po kroku. To bardziej taka próba stworzenia coraz lepszej kompozycji, dlatego efekt pojawia się stopniowo. Nigdy nie wiem, jak moje dzieło będzie wyglądać w efekcie końcowym.

Kiedy czasami nad ranem nie mam konkretnego pomysłu, otwieram książkę lub dwie czy trzy i zaczynam wszystko ze sobą mieszać. Biorę kilka detali z jednej i mieszam je z detalem lub kolorem z innego zdjęcia. Ale ogólnie w mojej głowie zawsze dużo się dzieje i mam całe mnóstwo pomysłów na nowe projekty. Nie potrafię tego wyłączyć. Mój mózg to maszyna, która nie przestaje pracować, tak więc bardzo mi ciężko wyluzować. Jest mi łatwiej, gdy jestem w naszym domku na wsi, ale w mieście to bardzo trudne. Chociaż nawet w naszym domku mam wewnętrzną potrzebę, żeby coś tworzyć. Każdego dnia coś, cokolwiek… Inaczej to nie jest dobry dzień.

 Obrazy i dekoracje stworzone przez Nathalie możemy podziwiać na wielu przedmiotach i w wielu różnych miejscach. Od maleńkich figurek począwszy, przez naczynia, torby, poszewki, książki, plakaty, odzież, biżuterię na ogromnych figurach zwierząt i wystawach sklepowych skończywszy. Przeważają nam nich motywy roślin, zwierząt, a także postaci i kolorowych motywów z bajek.

Mówiłaś o dzieciństwie, a jakie znaczenie mają dla Ciebie ilustracje dla dzieci?

Nie mam wrażenia, że robię je dla dzieci. Robię je dla siebie. Fani mojej sztuki to zarówno dorośli, jak i dzieci. To dlatego, że ja jestem jednym i drugim – dorosłym z dużą częścią tego, co miałam w sobie jako dziecko. Nie ma podziału między moim dzieciństwem i okresem dorosłości. Jestem tą samą osobą. Dlatego właśnie moja sztuka przemawia do wszystkich serc albo nie rezonuje w ogóle.

Jakimi przedmiotami lubisz zajmować się najbardziej?

Wszystkim. Nie maluję i nie myślę o konkretnych przedmiotach. Każdego dnia po prostu maluję i przez lata stworzyłam bazę swoich zdjęć. Jeśli muszę wykonać zamówienie na jakiś szczególny przedmiot, staram się zaprojektować taki, który chciałabym mieć w domu.

Oczywiście pracuję również na zlecenia dla różnych firm i zdarza się, że one robią swoje własne kompozycje z moich projektów. Jestem bardzo otwarta na takie propozycje, lubię, gdy ludzie pracują z moimi projektami. Też dlatego, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego sama. I też dlatego, że w każdym kraju ludzie mają różne gusta. Dlatego oceniają i decydują samodzielnie, a ja im ufam. Myślę, że łatwo się ze mną współpracuje.

Nathalie jest żoną malarza, Thomasa Fougeirola oraz mamą 23-letniej Angele i 20-letniego Oskara. Jej dzieci od małego żyją ze świadomością, że sztuka jest częścią życia rodziców, a nie ich pracą.

Czy chciałaś, aby Twoje dzieci miały w przyszłości coś wspólnego ze sztuką?

Nieszczególnie. Oni po prostu od zawsze byli przyzwyczajeni do naszej sztuki i naszego sposobu życia. Nie malowali dużo w dzieciństwie, nie więcej niż inne dzieci. Nigdy też nie spędzali dużo czasu w naszych pracowniach. Woleli raczej bawić się z rówieśnikami w ogrodzie.

Ale Angele namalowała kiedyś mój portret, miała wtedy 7 lat. Oboje z mężem byliśmy świadomi, że zrobiła to bardzo dobrze i dlatego namawialiśmy ją do zrobienia innych portretów. I zawsze, gdy ktoś u nas był, prosiliśmy ją, żeby namalowała naszego gościa. Między 7. a 9. rokiem życia namalowała wiele interesujących portretów, dlatego zdecydowaliśmy się opublikować je w formie książki.

Oskar był raczej nastawiony na robienie instalacji z klocków i z plastikowych zabawek. Ja zawsze uważałam, że te instalacje mogłyby być „sztuką”, bo jestem zdania, że każde dziecko ma naturalny talent. Po latach nasze dzieci zupełnie naturalnie zdecydowały się studiować sztukę, bo nie wiedziały, co innego mogłyby robić.

Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Każdy wie, że nie jest łatwo żyć, będąc artystą i że tak naprawdę w życiu można kilka razy zmienić zajęcie, bo to jest proces, a każdy z nas jest inny. Oskar jest teraz w szkole artystycznej w Genewie, a Angele jest moją asystentką po 3 latach kursu ceramicznego w tej samej szkole, którą ukończyłam ja.

Twoja córka i Twoja asystentka – jak układa się Wasza współpraca?

Angele jest moją asystentką od września. Głównie zajmuje się rzeźbami z papieru i ceramiką, wszystko w 3D. A ja to maluję. Kiedy ja jako młoda kobieta pracowałam z moim chłopakiem, Mathiasem, było  podobnie – on też robił rzeczy w 3D, a ja je malowałam. Podrzucam córce pomysł kształtu, pokazuję jej dla inspiracji zdjęcia, a potem ona tworzy rzeczy związane z moją sztuką i z moim światem. Ona dokładnie wie, co lubię, a czego nie lubię.

Na tę chwilę pracujemy właśnie w ten sposób. Może stopniowo Angele będzie robiła inne rzeczy i pomagała mi jeszcze inaczej… Staram się dać jej swobodę działania i nie chcę za bardzo na nią napierać. Chciałabym, żeby znalazła swoją własną drogę, a praca ze mną może jej pomóc uzyskać pewność siebie w życiu.

Angele pracuje ze mną w studio tylko przez 3 dni w tygodniu. W pozostałe dni pracuje z innymi ludźmi. Myślę, że dzisiaj ważna jest umiejętność pracy w różnych sytuacjach i na różne sposoby.

Czy było Ci trudno pogodzić rolę matki z pracą? Jak organizowałaś sobie czas?

Tak naprawdę to była dość łatwa sprawa. Miałam pracownię niedaleko domu. Mieszkaliśmy w bliskim sąsiedztwie z innymi rodzinami i nasze dzieci miały najlepszych kolegów tuż za ścianą. Tak więc zawsze mogłam pójść do pracowni, nawet w weekendy. A dzieci były szczęśliwe, że mogą się bawić z przyjaciółmi i od czasu do czasu przybiec do mojej pracowni i się przywitać.

Miałam też dużą pomoc w mojej mamie i teściowej, a nasze dzieci kochały je obie. W ciągu tygodnia moja mama przychodziła raz lub dwa razy w tygodniu i spędzała z nimi czas. A w czasie wakacji jechali z kuzynami pociągiem do mojej teściowej na południe Francji.

Co jest ważne Twoim zdaniem w wychowaniu dzieci?

Ważne jest staranie się jak najlepiej potrafisz. Wiesz, że nie jesteś idealna, jako rodzic musisz to zaakceptować. Ale musisz powtarzać dzieciom, że chcesz ich dobra i że dajesz z siebie wszystko, żeby było im jak najlepiej.

Bardzo ważne jest też kreowanie dobrych wspomnień na ich przyszłość. Dlatego dużo podróżowaliśmy, bo chcieliśmy podzielić się z nimi naszą miłością odkrywania nowych krajów. Ale dobre wspomnienia mogą być też bardzo proste, jak na przykład czas spędzony razem z rodziną, kuzynami. Dobre wspomnienia są bardzo ważne do zbudowania człowieka.

 Spotkanie z Nathalie Lete to ogromna dawka niezapomnianych wrażeń i inspiracji. Wróciłyśmy do domu z ładunkiem pozytywnych emocji i przekonaniem, że jeśli się robi się coś z potrzeby duszy i z miłością, to efekty porażają swoim niepowtarzalnym klimatem i dotykają najczulszych strun ludzkich serc. Tak przynajmniej jest w przypadku dzieł Nathalie, która po naszej sesji i wywiadzie wróciła do tego, co kocha robić, czyli tworzenia nowych, pięknych obrazów.

Zdjęcia: Maria Warzybok