04.05.2018

Mama w podróży

Włosy rozjaśnione słońcem, zalotnie wygniecione przez sól morskich fal, delikatna opalenizna i szeroki uśmiech. Ania – autorka bloga „Mammamija” i właścicielka marki odzieżowej Seaside Tones to jedna z tych kobiet, która swoim stylem życia przywołuje skojarzenia z wiecznie trwającymi wakacjami. Kocha podróże, a odkąd w życiu jej pojawił się syn, każdy wyjazd nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Dokładnie nie pamiętam, kiedy zaczęłam obserwować Anię na Instagramie. Wiem natomiast, że moją uwagę przyciągnęły klimatyczne zdjęcia w minimalistycznym stylu. Ich estetyka, gra kontrastów – to fotograficzny majstersztyk. Oczywiście oprócz pięknych fotografii i zapierających dech w piersiach krajobrazów, nie można pominąć blondynki, dyskretnie pojawiającej się w kadrze. To Ania – podróżniczka, kobieta biznesu, ale przede wszystkim żona i matka. Sposób, w jaki przedstawia swoje życie w mediach społecznościowych zachęcił mnie do zagłębienia się w jej idealny świat.

Twój profil na Instagramie zapiera dech w piersiach. Na publikowanych przez ciebie zdjęciach wszystko jest poukładane, dopieszczone. Czy tak naprawdę wygląda wasze życie?

Cieszę się, że odnosisz takie wrażenie. Staram się, żeby wszystko było poukładane – w granicach rozsądku – ale nie zawsze mi się to udaje. Lubię spokój, rutynę dnia codziennego, szczególnie poranków, ale nie lubię nudy, dlatego wielką radość sprawiają mi spontaniczne spotkania czy wyjazdy.

Podróże to jedna z Twoich pasji. Czy często podróżowaliście przed narodzinami synka?

Tak, przed pojawieniem się Julka udało nam się zwiedzić sporą część świata. Azja, Skandynawia i Stany Zjednoczone – to były nasze główne kierunki. Zawsze kochaliśmy Skandynawię, ale po przyjeździe do Azji, trafiło nas nowe zauroczenie. Nawet przeszedł nam przez głowę pomysł, by na stałe zamieszkać w Hong Kongu.

Jak zmieniło się podróżowanie odkąd jesteście we trójkę?

Muszę przyznać, że podróżuje nam się jeszcze lepiej! Julek uwielbia wyjeżdżać, zwiedzać. Na każdą podróż cieszy się ogromnie, odlicza dni do wyjazdu i z zapałem pakuje plecak. Oprócz tego uwielbia latać, jest pasjonatem samolotów, więc już sam przelot to dla niego wielka frajda. Na miejscu najbardziej ciekawią go zwierzęta, dlatego wiedzę dotyczącą lokalnej fauny zawsze mamy w małym palcu! Żadne zwierze nie umknie jego uwadze – od ptaków aż po owady. Ostatnio w Nowej Zelandii dwa razy wypatrzył patyczaki – początkowo oczom nie wierzyłam, kiedy wskazał mi na małą kreskę na ziemi, ale kiedy ta kreska zaczęła się poruszać na własnych nogach, pogratulowałam mu, że znalazł taki piękny okaz owada.

Jaki jest cel waszych podróży? Czy planujecie zwiedzić cały świat?

Podróżujemy dość często, ale naszym celem nie jest odwiedzenie jak największej ilości krajów. Wręcz przeciwnie, mamy swoje ulubione, spokojne zakątki na ziemi i lubimy tam wracać. Bo w każdym miejscu co roku jest inaczej, w każdym możemy jeszcze odkryć coś nowego np. znaleźć ukrytą wcześniej dziką plażę, odkryć nowy wodospad, spotkać na swojej drodze inne zwierzę, pojechać nową trasą i przeżyć zupełnie inną przygodę.

Czy pośród tak wielu podróży udało wam się znaleźć ulubione miejsce na Ziemi?

Oczywiście, Australia! Odkąd polecieliśmy do Australii po raz pierwszy, to właśnie to miejsce na świecie najbardziej kojarzy nam się ze spokojem, domem i rodziną. Australijczycy dużo czasu spędzają z rodziną, żyją wolniej i spokojniej, niż reszta świata. Taki styl życia wpływa na całe społeczeństwo – ludzie uśmiechają się do siebie, dużo rozmawiają i co chwilę słychać słynne „no worries”. W takim otoczeniu przyjemnie się wypoczywa i żyje, dlatego lubimy tam wracać. I to nie jest przypadek, że właśnie w Australii stworzyliśmy oddział Seaside Tones – nie dość, że nasza kolekcja z lnu idealnie wpisuje się w ten ciepły klimat i gusta Australijczyków, to dzięki firmie mamy dodatkowy powód, żeby odwiedzać Australię częściej! Takie biznesowo-wypoczynkowe wyjazdy doskonale ładują nasze wewnętrzne baterie.

Czy Julek podziela waszą miłość do Australii, czy może ma już swoje ulubione miejsce na świecie?

Julek uwielbia podróżować, bez względu na kierunek. Ale zdarzyło mu się kilka razy marzyć o konkretnym miejscu, a nam udało się to marzenie zrealizować, na przykład, kiedy pasjonowały go dinozaury, pojechaliśmy do Londynu, by zobaczyć prawdziwe okazy (szkielety) w Muzeum Historii Naturalnej. Z kolei w tym roku pojawiła się nowa pasja, a wraz z nią planowana jest nowa wycieczka – kierunek Legoland!

Większość rodzin, a zwłaszcza matek, ma dużo wątpliwości przed podróżą. Co spakować, jak się ze wszystkim pomieścić? Nie wspominając, że wiele z nich panicznie boi się latania z dziećmi. Masz jakieś sposoby na przyjemną podróż?

Powiem tak: tylko spokój może nas uratować. I to w dużej dawce. Spore pokłady cierpliwości u rodziców to podstawa. My mamy to szczęście, że nasz syn uwielbia podróże i długie loty samolotem. Nie śpi, bo jest podekscytowany, ale i nie marudzi, bo jest szczęśliwy. Ale obserwując innych rodziców w podróży nasuwa mi się jeden wniosek – porażka zazwyczaj wynika z braku cierpliwości opiekunów. Lecąc w daleką podróż rodzice powinni być przygotowani na wszelkie problemy i niedogodności: dziecko nie będzie chciało spać – nie usypiać na siłę, dziecko będzie długo płakać – nie uspokajać nerwowo tylko przytulać i być cierpliwym, będzie grymasić – pomnożyć cierpliwość razy sto.

Jak wyglądają wasze wakacje?

Zwykle przypadają zimą – wtedy uciekamy do ciepłych miejsc na świecie. Zazwyczaj na dłużej, czyli minimum 1-2 miesiące. Lubimy się zadomowić w okolicy, pożyć zwykłym życiem w nowym miejscu — znaleźć ulubione knajpki na kawę i śniadanie, zaprzyjaźnić się z sąsiadami, niespiesznie poszwędać się po różnych zakątkach. Zwykle nie mamy szczegółowego planu wakacji, dostosowujemy się do zastanych warunków, jeśli spodoba nam się gdzieś bardziej, to zostajemy tam na dłużej. Jesteśmy elastyczni, jeśli chodzi o plan całej podróży, jak i plan dnia. Dla wielu z pewnością byłaby to totalna nuda, ale nam taki sposób spędzania wakacji bardzo odpowiada i sprawdza się szczególnie z dzieckiem.

Masz jakieś rady dla rodziców, którzy szykują się na pierwszą podróż z dzieckiem?

Nie czekać, nie zwlekać, nie panikować, tylko jechać i samemu odnaleźć swój idealny sposób podróżowania. Być otwartym na przygody i chłonąć doświadczenia, jakie dają nam nowo poznane miejsca!

foto: Aneta Zamielska
red.: Agnieszka Wesołowska