04.05.2018

Mały podróżnik, czyli jak zwiedzać świat z małym dzieckiem

Czy z małym dzieckiem da się podróżować? Dzisiaj odpowiedź na to pytanie powinna być oczywista: da się! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, zajrzyj na blog Kasi Ciejki – Travelicious. Fenomenalne zdjęcia i świetne recenzje nie tylko podpowiedzą ci, gdzie wybrać się na kolejne wakacje, ale też uświadomią, że podróże z maluchem są superprzyjemne. Tylko musisz się do nich przygotować.

Historia Kasi to jedna z tych, które sprawiają, że nawet totalny internetowy laik ma ochotę rzucić wszystko i zostać blogerem. Z copywriterki i entuzjastki podróży, Kasia stała się pełnoetatową blogerką – podróżniczką. Dlatego, gdy trzy lata temu okazało się, że jest w ciąży, ani na chwilę nie myślała, że oznacza to koniec wypraw. Gdy urodził się Teo nie było mowy, żeby Kasia i Kuba, jej mąż, zrezygnowali ze swojej pasji. Potrzebna była dobra organizacja, której Kasia jest mistrzynią. Gdy Teo miał 3 miesiące zaliczył swój pierwszy lot. I choć nie był on szczególnie udany, dalsze podróże poszły jak po maśle. Nam Kasia podpowiada, jak zorganizować podróż ze szkrabem, by była przyjemnością.

Żyjesz z podróżowania i często podkreślasz, że jest to twoja praca, czasem bardzo ciężka. Czy nie bałaś się, że pojawienie się Teo jeszcze ją utrudni, sprawi, że wszystko będzie zajmowało więcej czasu, a niektóre miejscówki będą przez następne lata poza waszym zasięgiem?
Tak bałam się o to i faktycznie trochę tak było. Bo jednak mieliśmy plany na bardzo dalekie podróże (typu Australia, czy Nowa Zelandia). Pojawienie się Teo zweryfikowało takie pomysły. Nie chodzi nawet o to, że się boimy czy że nie damy rady. Po prostu posiadanie dziecka zachęciło nas do odkrywania wspaniałych miejsc w Europie, które są oddalone od Polski o kilka godzin lotu, a nie 2 dni na pokładzie.
W ciąży trochę się nasłuchałam, jak to po urodzeniu dziecka na pewno skończy się nasze podróżowanie i, że sami zobaczymy i się przekonamy. Natomiast kiedy Teo się urodził już nikogo nie pytaliśmy o zdanie i z czasem nasz tryb życia zaczął wzbudzać szacunek. Nasi rodzice i rodzeństwo są bardzo tolerancyjni. Wspierają nas, zawsze kibicowali naszym wyjazdom i uważali, że to super, że tak to ogarniamy to wszystko i łączymy pracę z podróżami i opieką nad dzieckiem. Nawet odwiedzali nas w różnych miejscach, w których mieszkaliśmy w Europie.

Czy Teo jedzie z wami w każdą podróż?
Dotychczas Teo jeździł z nami zawsze. Teraz poszedł do przedszkola. Będziemy zabierać go wszędzie tam, gdzie będziemy jechać razem. Mamy już w planach kilka takich wyjazdów w tym roku. Część bardzo ekscytująca. Staramy się, aby te najlepsze kierunki go nie omijały. Natomiast od stycznia zaczęłam podróżować sama z przyjaciółką fotografką na weekendy do dużych miast i mogę skupić się w 100% na pracy. To jest fajne, bo są to często miasta, do których nie zabrałabym Teo (on lubi plażę i słoneczną pogodę, a nie śnieg i Wieżę Eiffela).

Ile zagranicznych podróży ma już na swoim koncie twój syn?
Oj nie wiem nawet, myślę, że kilkadziesiąt. Kiedyś liczyliśmy jego loty i wyszło, że leciał już ponad 40 razy. Jeszcze większe wrażenie robi ilość łóżek, w których spał, bo jednak moja praca polega nie tylko na wyjazdach zagranicznych, ale również recenzowaniu hoteli w Polsce i za granicą, więc tych miejsc było sporo. Wyszło nam, że w ciągu 2 lat spał w ponad 100 miejscach. Najfajniejsze jest to, że widać po nim, jak każde nowe mieszkanie czy pokój hotelowy go ekscytuje. Jak uczy się gdzie jest kuchnia, gdzie jest łóżeczko, jak sobie to wszystko ogląda z zainteresowaniem. Ma też po mnie zamiłowanie do widoków. Od razu leci do okna i odsłania zasłonę sprawdzając, czy widać morze albo coś pięknego. To jest totalnie super!

Pierwsza podróż Teo samolotem to Kopenhaga. Na blogu pisałaś, że było koszmarnie. Co poszło nie tak?
Teo miał 3 miesiące. Było fatalnie. Lot był opóźniony 3 godziny. Nie byliśmy na to przygotowani, bo mieliśmy inaczej obmyślone drzemki. Do tego zabrakło nam pieluch i mleka. Wysiedliśmy na płytę, wiało, padał śnieg (w listopadzie!). No wszystko było na przekór nam. Plus nasze dziecko cały ten cyrk przepłakało. Myślałam, że już nigdy nigdzie nie polecimy razem, że to koniec (śmiech). Całą pierwszą noc w Kopenhadze czytałam o lataniu z maluszkiem na amerykańskich i australijskich blogach, więc wracaliśmy już dużo mądrzejsi i odtąd było już tylko lepiej. Teraz Teo kocha latać, a na lotnisku czuje się jak u siebie.

Czy zatem najlepiej w pierwszą podróż wybrać się z niemowlakiem, czy lepiej poczekać?
Wydaje mi się, że każdy rodzic musi sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Uważam, że nie ma jednego takiego momentu. To rodzice muszą chcieć i znając swoje dziecko podjąć decyzję. Grzeczne i spokojne dzieci, które pięknie śpią są super towarzyszami i pewnie już bardzo wcześnie spisałyby się na medal w samolocie i w podróży. Co do podróży samolotem, uważam, że dobrze by ta pierwsza odbyła się przed pierwszymi urodzinami. Wówczas dziecku jest troszkę wszystko jedno i łatwiej oswaja się z nowościami. Bo wtedy wszystko jest ekscytujące, a nie budzi lęku. Często 3-letnie dzieci, które pierwszy raz lecą samolotem płaczą, bo boją się nieznanego.
Każdy wiek ma swoje dobre i złe momenty. Ja chyba najbardziej lubiłam podróżować z takim zupełnym maluszkiem. Kiedy Teoś był karmiony mlekiem mamy, cały czas spał w wózku. Mogliśmy zwiedzać godzinami. Wtedy wydawało nam się to kłopotliwie, mówiliśmy sobie, że wyrośnie i będzie łatwiej. Potem zaczęło się jednak uciekanie, bieganie, szukanie placów zabaw i teraz tęsknimy za tamtymi pierwszymi miesiącami. Ale każdy wiek ma swoje plusy i minusy.
A kierunek? Na początek wybrałabym Barcelonę, Malagę, Portugalię może Sycylię. Generalnie ciepłe południe Europy, z naciskiem na Hiszpanię, która jest bardzo przyjazna dzieciom. Jest masa placów zabaw, pieluszki i słoiczki dostępne są na każdym rogu, pogoda nie zaskakuje. Warto wiedzieć, że na przykład we Włoszech czy w Grecji słoiczki są fatalne i jest ogólnie trudno z produktami dziecięcymi.

Dla wielu rodziców kwestie logistyczne, jak podróżowanie samolotem z wózkiem, czy konieczność trzymania malucha na kolanach przez cały lot, są najbardziej przerażające.
Zupełnie niepotrzebnie. Rodzice z małymi dziećmi mogą liczyć na specjalne przywileje na lotniskach czy w tradycyjnych liniach lotniczych. Czasem wystarczy tylko poprosić. My zawsze jedziemy wózkiem do bramek. Ale można nadać go jako bagaż, choć myślę, że po to zabieramy wózek, aby dziecko było mobilne. Lotniska są duże, nie ma sensu nosić maluszka. Wózek przeważnie podróżuje za darmo. Na pewno w lotach rejsowych, atakie zawsze wybieram z dzieckiem. Nie decyduję się nigdy na tanie linie, gdyż w razie odwołania lotu pasażerowie zdani są sami na siebie. Doświadczyliśmy tego raz i wolimy polować na promocję w tradycyjnych liniach.

Kolejne logistyczne wyzwanie to zabieranie na pokład jedzenia i picia. Co najlepiej sprawdza się w przypadku rocznego dziecka, które poza mlekiem je już inne posiłki. Co totalnie nie zdało u was egzaminu?
Kiedy Teo był mały, zabieraliśmy mleko w proszku w pojemnikach zakręcanych. Zawsze pakujcie zapas na wypadek opóźnień samolotu! Później pakowałam dla synka to, co aktualnie jadł. Podczas rozszerzania diety były to brokuły na parze i ciapciał je na pokładzie, wszyscy się patrzyli na niego. Jeśli lecieliśmy w porze obiadu, a synek jadł kurczaka i ziemniaki, to właśnie to zabierałam ze sobą. Jeśli kanapki, a lot był w porze kolacji, to brałam kanapki. Dzięki temu synek nie miał wrażenia ciągłych zmian. W życiu takiego podróżnika jakieś stałości byłyby wskazane. Słoiczki z gotowym jedzeniem można brać o każdej pojemności. Na jednych lotniskach tylko obejrzą, na innych otworzą lub zeskanują. Ale zawsze można je zabrać. Najśmieszniej było na lotnisku w Grecji, kiedy celnik był bardzo głodny i śmiał się, że chyba musi zjeść jabłko Teo, aby sprawdzić, czy można je przewieźć. Teo je zabrał i sam szybko zjadł.

Co jeszcze zawsze zabierasz ze sobą na pokład samolotu lecąc z synem?
Zawsze mam zapas mokrych chusteczek i wycieram nimi wszystko. Szczególnie jak Teoś był mały i wszystko lizał. Dosłownie. Starałam się od razu przetrzeć oparcia i otwierane stoliki przed nami. Oprócz tego oczywiście pieluszki, mata do przewijania i ubrania na zmianę. Mam zawsze wodę albo wafelki do chrupania na czas startu i lądowania, kiedy dziecku zatykają się uszka. To bardzo ważne, aby mieć coś wtedy, to bardzo częsty powód płaczu maluszków na pokładzie. Jeśli dziecko używa smoczka, to będzie on doskonały. Zabieram też zabawki, jakie aktualnie zajmują dziecko najmocniej. Jeśli są to klocki, to biorę klocki, jeśli zwierzaki to zwierzaki. Na dalekie loty mam super patent, a mianowicie pakuje małe zabawki w papier do pakowania i daje synkowi co 30 minut, zajmuje go zarówno odpakowywanie, jak i zabawa.
Moje dziecko niestety nie śpi w samolocie, jest z tym bardzo ciężko i nie pomaga nic – tak samo, jak w domu. Żeby sobie pomóc, zakładam nosidło Tula i usypiam dziecko na siedząco, bujając się na boki (męczarnia, ale czego się robi, aby dziecko spało). Moja przyjaciółka, której dziecko pięknie śpi w czasie lotu, polecała mi łóżeczko samolotowe Jet Kids. Zazdroszczę bardzo rodzicom, których dzieci śpią cały lot.

Śpiący maluch na siedzeniu obok to jeszcze nie dramat. Choć małe dziecko na pokładzie to największy koszmar latających, zwłaszcza tych bezdzietnych. Przejmujesz się tym, czy wręcz przeciwnie?
Moja filozofia bardzo się zmieniła. Jak Teo był mały, bardzo się stresowałam tym, co pomyślą inni, jak to będzie. Po 10 locie odpuściłam, po 30 nie pamiętam o tym, że leci ktoś oprócz nas. Po wejściu do samolotu najlepiej po prostu się zapakować i usiąść, skupić się na dziecku. Spokojna mama to spokojne dziecko. Jeśli wiesz z góry, że maluch może płakać, bo już lecieliście, to zabierz dla dziecka zabawki, przekąski, które lubi, umil mu podróż. Nie przejmuj się pasażerami. Ja już nie przepraszam i nie myślę o nich. Teo czasami płakał podczas lotów, szczególnie jak było już późno i bywało tak, że pasażerowie się do nas uśmiechali i okazywali wsparcie. A bywało tak, że nasze uśmiechnięte dziecko stawało na krześle i zaczepiało pasażerów siedzących za nami, a tam grobowe miny i wielka obraza. Więc trudno się wstrzelić w gusta obcych osób, więc najlepiej nie próbować i skupić się na swoim maleństwie.

Gdy wysiądziecie z samolotu czas na kluczową kwestię – zakwaterowanie. Jak wybieracie hotele i restauracje podczas rodzinnych wypraw? Lepiej sprawdzają się hotele, pensjonaty a może Airbnb?
Jeśli mieszkamy gdzieś ponad miesiąc czy dwa, to zawsze szukamy przez Airbnb. Mamy kuchnię, salon, sypialnie, mieszkamy jak lokalsi. Przynajmniej nam się tak wydaje. Jeśli jedziemy na krócej, to zawsze kierujemy się designem i pięknem miejsca. Tym czy chcemy go zobaczyć. Unikamy miejsc przyjaznych dzieciom. Teo tak samo dobrze bawi się w miejscu, gdzie jest bawialnia, jak i w ogrodzie pośród drzew.
Jeśli chodzi o restauracje to ta sama zasada, siadamy, gdzie czujemy, że będzie pysznie, gdzie nam się podoba. Jeśli jesteśmy w ciepłym kraju, zawsze jemy na zewnątrz, aby nałapać słońca. Nasze dziecko jest przyzwyczajone, aby jeść to, co my, więc nie oczekujemy kids menu. Jeśli nie ma fotelika to je w wózku.

Jakie są twoje ulubione miejsca na wyprawy z Teo? Gdzie czujecie się najlepiej?
Najlepiej w Hiszpanii. Kochamy Barcelonę. Teo był tam już 12 razy. To totalnie nasze miejsce na Ziemi. Pogoda, architektura, kuchnia, ludzie, przyjazne nastawienie do dzieci. To, że mamy tam swoje miejsca. Jeśli chodzi o sezon jesienno-zimowy to uwielbiamy też Malagę, ze względu na pogodę i bycie taką małą i mniej turystyczną Barceloną. Teo był zachwycony Nowym Jorkiem, aczkolwiek ja nie lubię z nim tak daleko latać.

Co dały ci podróże z synem? Jak myślisz, jak bycie dzieckiem podróżników wpłynie na Teo w przyszłości?
Podróże z dzieckiem nauczyły mnie organizacji. Zawsze byłam megazorganizowana, ale teraz jestem maszyną. Cierpliwości, to na pewno. Ale też wrażliwości na zwykłe piękno. Takie jak plaża o poranku, po której Teo potrafi biegać godzinami, czy zwykłe przyjemności jak bycie razem. Wszystko mnie też bardziej cieszy.Z drugiej strony zdecydowanie bardziej doceniam czas dla mnie. Kiedy idę na kawę z widokiem na ocean sama i mam 30 minut wolnego, to ta kawa smakuje jak żadna inna. Każda mama wie, o co chodzi. Kocham moje dziecko najbardziej na świcie, ale kiedy się jest z nim cały czas, to każde 10 minut dla siebie wydaje się jak pobyt w Disneylandzie. Generalnie wolę podróżować z dzieckiem, myślę, że bez niego nie czułabym aż takiej wielkiej radości z małych rzeczy.

Zdjęcia: Travelicious