26.09.2018

Jak wychować dziecko na tropikalnej wyspie?

Samotne podróżowanie zawsze było ważnym elementem jej życia. Chociaż od 17 lat Karolina Kaczmarska jest w stałym związku, często w pojedynkę wyjeżdżała na drugi koniec świata, by znaleźć odpowiedzi na ważne dla niej pytania, takie jak czego chce, o czym marzy lub jaką chciałaby być mamą. „W oderwaniu od kontekstu kulturowego, najłatwiej usłyszeć siebie” – uważa. I trudno się z nią nie zgodzić. Właśnie w taką samotną podróż ostatni raz wybrała się tuż przed narodzinami swojego pierwszego syna Felka. Setki kilometrów od domu zrozumiała, że w przyszłości będzie zabierać swoje dzieci wszędzie, nawet w najdziksze miejsca na ziemi, by pokazywać im różne oblicza świata. Tam również wpadła na pomysł stworzenia projektu Breathe Mama, skierowanego do wszystkich mam, które chcą zwolnić i zajrzeć w głąb siebie. Posłuchajcie jej historii.

Z Karoliną Kaczmarską spotkałam się tuż przed narodzinami jej drugiego synka Romka. Usiadłyśmy przy filiżance herbaty w jej przestronnym i pełnym dobrej energii mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. „Wiesz, to może wydarzyć się w każdej chwili. Nawet teraz” – śmiała się podczas naszej rozmowy. Mimo, że była w zaawansowanej ciąży i opiekowała się swoim 2,5-letnim synkiem Felkiem, wciąż tryskała energią i pomysłami. „Jestem przekonana, że tak jak w przypadku pierwszej ciąży, pewnie już kilka dni po porodzie zacznę działać” – żartowała. I wierzę jej na słowo, ponieważ Karolina jest jedną z tych osób, które nie lubią siedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Pewnie dlatego podróżowanie stało się jej największą pasją. Chociaż od wielu lat jest szczęśliwie zakochana w swoim mężu Piotrku, świat najbardziej lubi przemierzać sama. „Czasami wyjeżdżałam na rok do pracy jako au pair, czasami brałam udział w wymianie studenckiej Erasmus. Później przyszła pora na typowo backpackerskie wyprawy do Azji południowo-wschodniej, do której mam szczególny sentyment” – przyznała. Piotrek nigdy nie miał do niej pretensji, że wyjeżdża sama. „Zawsze dawał mi poczucie wolności, wiedział, że podróże mnie karmią” – dodała. Czy nie bała się, że coś może spotkać samotną, atrakcyjną kobietę w obcym miejscu? Nie. Karolina wierzy w ludzi. Oczywiście zdarzało się, że czasami spływały na nią niepokoje innych osób, ale nauczyła się odpędzać od siebie negatywne myśli i lęki, które inni próbowali jej zaprogramować. Ma ogromne zaufanie do świata.

Jedną z najważniejszych podróży w jej życiu była ta, którą odbyła tuż przed narodzinami swojego synka Felka. „Kiedy jestem dłużej w jednym miejscu, to zaczynam żyć jak na autopilocie, zagłuszającym moje myśli. W pewnym momencie poczułam, że muszę odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań dotyczących mnie jako kobiety i mnie jako przyszłej mamy” – opowiedziała Karolina. Zwiedziła wtedy między innymi Laos. Podczas podróży spotkała wielu rodziców podróżników nawet z kilku miesięcznymi dziećmi. I to jej dało do myślenia. Postanowiła wtedy, że kiedy zostanie już mamą, część swojego urlopu macierzyńskiego spędzi właśnie w podróży z dzieckiem. I udało jej się zrealizować marzenie. Felek swój pierwszy lot samolotem zaliczył, jak miał niespełna pół roku. Przez pięć miesięcy przemieszczał się z rodzicami po Tajlandii, Laosie i Wietnamie. Oczywiście nie wszystkim podobał się ten pomysł. „Moi rodzice są bardzo otwarci i nie mieli nic przeciwko podróży z niemowlakiem, ale dalsza rodzina nie do końca rozumiała moją potrzebę. Zdarzało się nawet, że koleżanki między wierszami dawały mi do zrozumienia, że jestem egoistką, która chce podczas urlopu macierzyńskiego realizować swoje pomysły, a nie koncentrować się na dziecku. Czułam ocenę. Nawet w przypadku lekarzy. Odradzali mi wyjazd z Felkiem w tak daleką podróż, argumentując to tym, że układ odpornościowy dziecka nie jest jeszcze wystarczająco wykształcony. Ja jednak jestem zdania, że choroby mogą przytrafić się wszędzie” – uważa Karolina.

Przemieszczanie się z maluchem jest oczywiście trochę bardziej wymagające niż to tylko we dwójkę. Wszystko należy robić z głową i odpowiednio planować. Podczas ich pierwszej wspólnej wyprawy we trójkę, w pewnym momencie Piotrek musiał wrócić do Polski ze względu na sprawy zawodowe i Karolina została z Felkiem zupełnie sama. To było w Tajlandii. Postanowiła, że pojedzie z nim na Kho Phangan. To miejsce słynie z imprez do białego rana i zabawowych turystów. Północna część wyspy jest jednak spokojniejsza i można tam spotkać wiele mam z małymi dziećmi. Przejrzysta woda, niekończące się plaże, pyszne jedzenie i kameralne bungalowy. „Czułam w sobie spokój. Wiedziałam, że nic złego się nie wydarzy. Wynajęłam mały domek od tajskiej rodziny, która pomagała mi w opiece nad dzieckiem. Pewnego dnia zamieściłam ogłoszenie, że poszukuję osoby, która pomoże mi zająć się synem. W zamian oferowałam miejsce w moim domu. Nie mogłam trafić lepiej, ponieważ zgłosiła się do mnie dziewczyna, która była pediatrą w Brazylii. Dzięki niej miałam w ciągu dnia kilka godzin tylko dla siebie” – wspomina. To doświadczenie pozwoliło jej zrozumieć, jak ważne jest, by młode matki mogły zregenerować ciało i umysł, by chociaż na chwilę zajęły się sobą. „Gdy wróciłam do Warszawy to padłam ze zmęczenia na twarz. Na tropikalnej wyspie dużo łatwiej wychowuje się dziecko niż w tkance miejskiej. W Tajlandii odżyłam. Podczas tych kilku godzin, które miałam dla siebie, chodziłam na zajęcia z jogi, pływałam i czytałam” – opowiada Karolina. „ Mam wrażenie, że w Polsce kobiety po porodzie często są zostawiane same sobie. Podoba mi się, jak w niektórych kulturach młode matki przez 40 dni mają wsparcie innych. Bliscy pomagają im zarówno w wychowaniu potomstwa, jak i im samym. To według mnie niezmiernie ważne” – dodała.

Wtedy właśnie pomyślała, że fajnie byłoby stworzyć mamom warunki do odpoczynku. Tak powstał projekt Breathe Mama. „Pewnego dnia wpadłam na pomysł, by zacząć organizować wyjazdy regeneracyjne dla mam z dziećmi, znane na świecie, jako „retreat”. Za każdym razem zabierałabym kobiety w inny zakątek świata. Zorientowałam się, że nie ma czegoś takiego w Polsce. Jest bogata oferta zajęć, czy atrakcji dla najmłodszych,  ale nie dla matek. W końcu po tygodniach poszukiwań, znalazłam w Londynie byłą dziennikarkę BBC, która właśnie organizowała wyjazdy regeneracyjne dla kobiet. A wszystko po to, by pomóc matkom się odbudować i na nowo usłyszeć swoje marzenia. To bardzo bliskie mojemu sercu idee. Wzięłam więc udział w 3 miesięcznym kursie, organizowanym przez tę dziennikarkę, podczas którego nauczyłam się, jak przygotować taki wyjazd” – zdradziła Karolina. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wróciła do Azji z Felkiem i po wielu tygodniach poszukiwań znalazła idealne miejsce, do którego mogłaby zaprosić mamy z dziećmi. To ośrodek położony w jednym z najpiękniejszych zakątków wyspy Kho Phangan. Gdy zobaczyła kameralne wille położone niedaleko plaży to nie miała wątpliwości, że tego właśnie potrzebowała. Projekt Breathe Mama zaczął nabierać realnych kształtów…

Co proponuje Karolina? Póki co planuje zorganizować w lutym i na początku marca przyszłego roku trzy turnusy 10-dniowe. Na uczestniczki wyjazdu będzie tam czekało wegetariańsko- wegańskie wyżywienie, codzienne zajęcia z jogi, masaż i wieczorna relaksacja. Na miejscu będzie zapewniona opieka do dzieci podczas „świętego czasu” mamy. „To będą wyjazdy utrzymane w duchu wsparcia, a nie rywalizacji pomiędzy mamami. Jako kobiety byłyśmy uczone, by ze sobą rywalizować, a najpiękniejsze co możemy sobie dać, to wzajemna akceptacja i wsparcie. W takiej przestrzeni rosną nam skrzydła i ze śmiałością ruszamy po swoje marzenia” – uważa Karolina.  „Po urodzeniu dziecka wiele kobiet przechodzi transformację i odzywa się w nich prawdziwa natura. Może dlatego, że właśnie wtedy przestają żyć jak na autopilocie?” – zauważa. Ona sama bardzo pilnuje się, by nie zatracić się w macierzyństwie, tylko wciąż zauważać swoje potrzeby. To bardzo ważne. Bo wie, że jeśli wygospodaruje w swoim napiętym grafiku czas na realizację siebie, będzie później lepszą mamą. Przynajmniej stara się nią być. Bliskie jej sercu jest rodzicielstwo bliskości, a także wolność. „Wychowuję syna tak, aby nie narzucać mu moich programów. Jestem raczej wyluzowaną mamą, która nie przejmuje się wszystkim. Mam dystans do świata, którego nauczyły mnie między innymi podróże. Jestem pewna, że gdybym nie wyjechała podczas urlopu macierzyńskiego, to miałabym o wiele więcej lęków. A tak miałam możliwość, by zastanowić się, co jest moim głosem, a co czyimś. To niezmiernie cenne doświadczenie” – podsumowała z uśmiechem.

P.S. Kilka dni po naszym spotkaniu, Karolina urodziła drugiego syna.

 

Zdjęcia: Archiwum prywatne