11.06.2018

Dziecko w górach: kiedy wybrać się na pierwszą wyprawę?

Małgosia Jachacz-Łopata kocha góry. Kiedy więc na świat przyszła jej córka , Gaja, nie czekała długo by pokazać córce ukochane szczyty. Zaczęła od spacerów po lasach niedaleko Bielska-Białej i stopniowo zabierała Gaję w coraz wyższe góry. Teraz Gaja ma 1,5 roku, a na koncie więcej kilometrów zrobionych na górskich szlakach, niż niejeden dorosły. O górskich przygodach matki i córki można przeczytać na blogu Górska Mama. A nam Małgosia podpowiada, jak zaplanować pierwszą wyprawę, w jakie góry się wybrać i co zrobić, by wspólna podróż była przyjemnością dla wszystkich.

Góry są częścią twojego życia odkąd byłaś małą dziewczynką. Gdy byłaś w ciąży, nie obawiałaś się, że będziesz musiała z nich zrezygnować, dopóki Gaja nie podrośnie?

Zawsze byłam Górską Dziewczyną, więc było dla mnie oczywiste, że od teraz z Gają będziemy działać w tandemie matka-córka. Tak powstała strona Górska Mama. Można powiedzieć, że córka zaczęła poznawać góry jeszcze w moim brzuchu. Chciałabym pokazać jej trochę świata i wspólnie się go uczyć, bo każda taka górska wyprawa daje sporo doświadczeń.

Siedem dni po porodzie zachustowałam moją malutką po raz pierwszy i to był wielki krok w stronę wspólnego poznawania świata. Od delikatnych spacerów, pozwalających wrócić mi do formy w połogu, po dłuższe później. Eksplorowałyśmy wspólnie górskie ścieżki. Nie trzeba od razu zabierać dziecka na tatrzańskie granie. Spacer po Beskidach, od których sama zaczynałam górską przygodę jako małe dziecko, daje w towarzystwie takiego małego człowieka tyle samo satysfakcji, choć w innym kolorze. W poznawaniu świata z dzieckiem należy przede wszystkim kierować się rozsądkiem, a nie potrzebą pokazania, że jak chcę, to wniosę dziecko jak najwyżej. Myślę, że społeczeństwo nie było dotąd przyzwyczajone do widoku dzieci w miejscach, które nie są dla nich dostępne bez wózka. Możliwość zabrania dziecka na wycieczce w chuście lub nosidle uwalnia ręce i daje swobodę ruchu. Mama czuje, że żyje!

Moment na pierwszy spacer po górach należy wybrać biorąc pod uwagę to, jak czuje się mama i jak odnajduje się w duecie z dzieckiem. Kobieta po porodzie potrzebuje czasu, aby ciało się zregenerowało, mięśnie dna miednicy i brzucha wróciły do swojej funkcji. Jako fizjoterapeutka zawsze podkreślam, że warto dać sobie czas po ciąży i porodzie. Jeśli przez dziewięć miesięcy ciąży ciało się zmieniało w jedną stronę, nie oczekujmy, że w sześć tygodni wróci do pełnej formy. Jeśli poród odbył się przez cesarskie cięcie, należy dać sobie trochę więcej czasu. Do tego opanowanie karmienia piersią albo wszelkich procedur z butelką, znalezienie swojego rytmu, zapoznanie się z maluszkiem. Natomiast absolutnie nie trzeba czekać aż dziecko zacznie chodzić. Tyle dobrego można stracić! Kolejnym czynnikiem, który ma znaczenie w wyborze czasu na pierwsze wyprawy to dobra pogoda, bez względu na porę roku. Bez względu na poziom sił i chęci przed wyjściem w teren, zawsze sprawdzamy prognozy. Moja pierwsza mała-wielka wyprawa z czterotygodniową Gają to był spacer na jedną z Bielskich górek, Dębowiec. Piękne październikowe popołudnie, drzewa we wszystkich odcieniach jesieni… Potem przyszedł czas na Tatry, ale wierzchołki długo podziwiałam z dolin. Prowadząc bloga Górska Mama wpadłam w pewnym momencie na pomysł zorganizowania wspólnej wycieczki dla mam z dziećmi – żeby dodać im odwagi, że są silne i dadzą sobie radę! Tak powstał cykl eventów „Mamy w Góry!”, spotykamy się o każdej porze roku, była już edycja letnia, jesienna i zimowa. Za chwilę, 19 maja, już czwarta, wiosenna, pod hasłem „Odpowiedzialnej turystyki”. Na te spotkania przychodzą całe rodziny, a nasz najmłodszy uczestnik miał niecałe 5 tygodni! To budujące, że tyle osób chce się razem spotkać w górach, poczuć satysfakcję z dotarcia do celu – bo dla nas, dorosłych, to może być zwykły spacer, a trzylatek, który wchodzi bez buntu i cieszy się z sukcesu to jest ogromna radość!

Mówiłaś o pogodzie. Czy zatem lato to najlepszy moment na pierwsze wycieczki?

Lato wydaje się najprzyjemniejszą porą roku, ale przyznam, że często upał powoduje, że większa część dnia staje się porą sjesty. Najbardziej upalne lato (choć był to już wrzesień) spędziłam z Gają na Korsyce, gdzie udało nam się przejść odcinki trasy GR20. Słońce nie było naszym sprzymierzeńcem. Według mnie każda pora roku jest lepsza od lata, ale tak naprawdę nie ma złego czasu. Trzeba się po prostu odpowiednio przygotować i ubrać, zapewniając dziecku komfort termiczny i nie pozwolić mu się przegrzać (czy też wychłodzić). Jeśli mówimy o maluszku, który nie chodzi, będzie najpewniej niesiony w chuście albo, jeśli już siedzi, w nosidle – bardzo ważne, aby ubrać dziecko tak, aby się nie spociło. Warstwa tkaniny z chusty czy nosidła to dodatkowe ciepło. Dbajmy o ochronę przed słońcem – krem z filtrem bezpieczny dla dzieci na wszystkie odsłonięte części ciała to podstawa, do tego cienka czapka z daszkiem i osłoną dla szyi (tkanina z filtrem uv) – nie grzeje, a daje ochronę przed silnymi promieniami. W górach często wieje, więc bywa, że założymy też cienką bawełnianą czapkę, będąc wyżej lub chustę typu buff. Wiatr może też nieść pył, zwłaszcza w górach, gdzie ścieżki nie są kamieniste, więc przydadzą się okulary z filtrem. Polecam zabrać bambusową pieluszkę, która często posłuży nam jako bufor między ciałem dziecka a naszym, które również grzeje podczas ruchu, pieluszką można też wytrzeć spocone czółko, zmoczyć w strumieniu i schłodzić szyję albo zrobić z niej osłonę przeciwsłoneczną. Starsze, chodzące dzieci, dysponują tym samym zestawem, ale do tego dochodzą wygodne buty. W Beskidach czy podobnych terenach wystarczą sandały z osłoną na palce. Picie! Przede wszystkim zabieramy odpowiednią ilość płynów, przekąski albo więcej prowiantu, jeśli po drodze nie ma schroniska. I sprawdzamy prognozy pogody. To podstawa. Niestety latem zdarzają się często burze około południa (w Tatrach) i po południu (w Beskidach) i jest to czas, kiedy lepiej nie znajdować na szlaku. Z burzami nie ma żartów.

Chusta, nosidło czy wózek?

Każda z tych opcji ma swoje plusy i minusy w pewnych warunkach. Chusta to rozwiązanie dla dzieci od pierwszych dni życia. Motania nauczyć się najlepiej z doświadczonym doradcą. W razie niepogody dziecko można zapiąć razem z nami pod większą kurtką. Maluch jest blisko, słyszy bicie serca mamy, czuje jej zapach. Jest bezpieczny i praktycznie nic więcej nie potrzeba mu do szczęścia.

Nosidło ergonomiczne, o szerokim, wygodnym panelu, który podpiera nóżki dziecka zgięte w biodrach i kolanach do pozycji tzw. „żabki” od kolana do kolana i daje podparcie plecom aż do główki, to świetne rozwiązanie dla dzieci, które siedzą – o wiele szybciej można umieścić dziecko na plecach czy brzuchu, niż w chuście. Na to rozwiązanie należy jednak poczekać, aż dziecko usiądzie, ponieważ nie daje takiego ścisłego podparcia jak chusta i dobrze, aby dziecko samo miało już na tyle silne mięśnie kręgosłupa (a pozycja siedząca tego wymaga), że stabilizują one już czynnie ciało dziecka.

Wózek ma swoje plusy – a zwłaszcza wielofunkcyjna przyczepka, której jestem ogromną fanką. Po pierwsze, zamykana budka daje dziecku ochronę przed słońcem, deszczem, wiatrem, śniegiem . Po drugie – wpinany hamaczek czy leżaczek daje szansę na wyjście niemal od razu po okresie noworodkowym. Dziecko jest jak w karocy, tylko siłę napędową zapewnia mama albo tata. Przyczepka może służyć jako wózek do biegania (dla starszych, siedzących dzieci), tradycyjnie – jako przyczepka rowerowa, wózek spacerowy lub nawet sanie, jeśli podepniemy płozy. Cztery pory roku, wiele sportów – uwielbiam! Zjeździłam polskie wybrzeże na rowerze, a wiele górskich tras przeszłam skiturowo dzięki przyczepce i ani razu nie poczułam, że dziecko mnie ogranicza. Takie rozwiązania dają rodzicom szansę na spędzanie czasu aktywnie, ucząc dzieci od maleńkości miłości do sportu i natury. Dziecko naprawdę dużo doświadcza! Zwykłym wózkiem też wiele zwiedzimy, począwszy od tatrzańskich dolin, po niektóre beskidzkie szlaki. Zwróciłabym uwagę na to, żeby wózek miał duże, pompowane koła oraz amortyzację.

Jakie szczyty zdobywać na początku? Lepiej wybrać popularne Tatry w okolicach Zakopanego, czy może pójść w kierunku niższych ale bardziej dzikich Bieszczad?

Góry z dzieckiem zaczęłabym od terenów, które są mu bardziej przyjazne. Beskidy, Bieszczady, Karkonosze – duże polany, miękkie leśne ścieżki, cisza, brak tłumów, gościnne schroniska. Może na tych ścieżkach nasze dziecko postawi pierwsze kroki? Można zrobić piknik gdziekolwiek, rozkładając po prostu koc. Podejścia nie są tak strome, nie spadnie nam na głowę kamień. Tatry też mają wiele dostępnych miejsc dla dzieci, ale tłumy ludzi w niższych partiach, zwłaszcza w okolicy Zakopanego, zabierają tą magię obcowania z górami niemal sam na sam w innych pasmach. Natomiast co innego w Tatrach po stronie słowackiej – tu można zatopić się w ciszy i dziczy!

Na co zwracać uwagę decydując się na nocleg w górach? Jakie kryteria muszą spełniać miejscówki, w których zatrzymujesz się z Gają?

Nocleg w górach ma dawać komfort nam, aby łatwo było się odnaleźć w nowym miejscu z dzieckiem i dziecku, aby jego wolność nie była mocno ograniczona. Patrzę przede wszystkim na możliwość intymności, ze względu na potrzeby malucha, nocne karmienia, ale też na komfort innych gości takiego miejsca.

Ostatnio coraz trudniej o miejsce w schronisku, trzeba rezerwować je z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. To byłyby świetne miejsca na wypad z dzieckiem, gdyby nie brak dostępności. Z tego względu odważyłam się kilkukrotnie na nocleg w…namiocie! To odważne rozwiązanie przy małym dziecku, ale przy dobrym wyposażeniu jest wspaniałą przygodą. Kiedyś mogłam przez kilka tygodni spać w namiocie z rzadkim dostępem do wody bieżącej czy czystej łazienki, jak podczas wypraw w Andy czy Himalaje, ale przy dziecku to są priorytety. Bieżąca woda, czystość, bliskość trasy, komfort snu i niezależność – moje wytyczne w szukaniu miejsca na nocleg z dzieckiem. Często śpimy „na dole”, czyli w mieście i ruszamy na szybkie trasy jednodniowe – i to rozwiązanie lubię najbardziej!

Góry zimą – czy można wybrać się z maluchem? Jak poradzić sobie z kwestią temperatury? Jak ubrać dziecko? Jak ogarnąć karmienie piersią, gdy jesteś okutana w kilka warstw ubrań?

Mój ulubiony temat! Zima to najpiękniejsza pora roku. W tym sezonie rozpoczęłyśmy ją 1 listopada lepiąc bałwana w Tatrach, a skończyłyśmy początkiem kwietnia. Wycisnęłyśmy każdy zimowy dzień jak soczystą pomarańczę! Wyprawy w nosidle, pierwsze wycieczki Gai całkowicie na własnych nogach, niezliczone wyprawy skiturowe z Gają w przyczepce oraz nawet polowanie na zorze za Kołem Podbiegunowym. Gaja miała trzy miesiące, kiedy doświadczyła swoich pierwszych skiturów w przyczepce. Dziecko, które samo się nie porusza, należy inaczej dogrzać niż malucha biegającego. Dlaczego? Do wózku lub przyczepki ubieramy dziecko w ciepły kombinezon, zapinamy w śpiworku, możemy dołożyć chemiczne ogrzewacze albo termofor, a w przyczepce jest już w ogóle odizolowane od podmuchów wiatru, a dodatkowo grzeje kapsułę wewnątrz swoim oddechem. Na stopy ciepłe botki, na ręce cienka i grubsza rękawica. Maluch jest opatulony, jak mały Eskimos. Biegające dziecko musi mieć ciepłe, nieprzemakalne buty oraz nieprzemakalny kombinezon. Można ubrać dwie warstwy – polarowy kombinezon pod spód i grubszy, wodo- i wiatroodporny na zewnątrz. Do tego cienka kominiarka, chroniąca szyję, twarz i głowę, czapa i gogle – chronią i przed wiatrem, i przed słońcem. Dziecko może szaleć w śniegu! Jeśli nie przemoknie, a dodatkowo się rusza, nie wyziębi się. Ważne, aby nie było ubrane za ciepło. Zawsze mam w zanadrzu lekki polarowy kocyk albo folię nrc, zajmują mało miejsca, a w razie czego mamy dodatkowe docieplenie i mogą nas osłonić podczas karmienia.

W tym roku w lutym wybrałam się razem z Gają na północ Norwegii na magiczną dziewczyńską wyprawę – polowałyśmy na Zorzę Polarną. Z sukcesem! I co było najbardziej zaskakujące? To był najlepszy tydzień jeśli chodzi o sen mojego dziecka (i mój!). Skandynawskie dzieci też przebywają na świeżym powietrzu przez większą część dnia, zima nie jest tu wyjątkiem. Są silne i zahartowane, bardzo podoba mi się to podejście! A jeśli chodzi o karmienie piersią w zimie – jedynym zagrożeniem dla mamy jest przewianie. Polecam ubierać się na cebulkę, w wygodną rozpinaną bluzę, koszulkę termiczną pod spód i podkoszulek, które można rozchylić na zakładkę i umożliwić maluchowi swobodny dostęp do piersi. Wielokrotnie karmiłam w zaspie czy w skale – przy ładnej pogodzie po prostu na śniegu, w słońcu. Przetrwałyśmy już tak dwie zimy.

Dziecko da sobie radę z wieloma wyzwaniami, jeśli tylko pozwolimy mu je podjąć. Nie liczę naszych szczytów z Gają, nie chodzi tu o „zaliczanie”. Właściwie ciągle jesteśmy w drodze. Kilka razy w tygodniu wychodzimy na spacer w góry w Bielsku, jeśli tylko jest okazja – jedziemy dalej. Eksplorowałyśmy razem Tatry, Alpy, góry Korsyki czy góry Norwegii. Najlepsze momenty to te, kiedy widzę, że jej się podoba i jest zainteresowana światem. Do ekstremów nie dochodzimy, z dzieckiem raczej poszerzam strefę komfortu. Już teraz Gaja potrafi przejść sama 2-3 km, a słowo „sama” jest najczęściej powtarzanym po drodze. Nie daje się nawet prowadzić za rękę. Odważna i niezależna od samego początku. I to mi się podoba – że ona wie, że jestem obok, że może na mnie polegać i dlatego nie boi się podjąć ryzyka i zrobić kroku w nieznane – nieraz dosłownie! Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko czuło się kompetentne – nic tak nie buduje dziecka, jak wspólnie spędzony czas. Nie chodzi o ilość, ale jakość. Bycie na sto procent z dzieckiem. Tu i teraz. Daje to mnóstwo radości i satysfakcji. Bez względu na to, gdzie jesteśmy. Uśmiech i gest dziecka to niewyobrażalne źródło radości. Mamy wiedzą!

Zdjęcia: Górska Mama, Artur Wszołek