23.08.2019

Berlin na rowerach #1

Lato, nadchodzi wolny weekend, a Wy myślicie, gdzie udać się z rodziną. Berlin – miasto o wielu twarzach. Miejsce, gdzie przeplata się mnogość kultur, a ulice zachęcają różnorodnością. Miasto, gdzie z pewnością każdy odnajdzie coś dla siebie. I to dosłownie każdy – od dorosłych, przez młodzież, aż po naszych najbardziej wymagających, czyli dzieci.

My tym razem odsuwamy na bok zabytki i inne, równie ciekawie oraz znaczące miejsca historyczne. Skoro Berlin alternatywą stoi to i my postanawiamy zwiedzić stolicę Niemiec w odmienny sposób. Przemierzamy berlińskie ulice na kolorowych rowerach w poszukiwaniu idealnych miejscówek dla dzieci. Wesoło i aktywnie, a przy okazji chcemy pokazać Wam, że to świetna opcja na rodzinny city break. Mamy dowody i jesteśmy świadkami, że taki sposób zwiedzania i odkrywania nowego miejsca to nie lada gratka dla najmłodszych podróżników! W tej miejskiej podróży naszymi przewodnikami jest przemiła i światowa para – Dominika oraz Darrell.  Można rzec, że to para obieżyświatów – ona Polka z rozbrajającym uśmiechem, a on Kanadyjczyk, który nienaganną polszczyzną podbił nasze serca!

„Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę” – kto z nas nie zna tej podróżniczej przyśpiewki, która wesoło towarzyszy podczas wyprawy? My zamiast misia zapakowałyśmy do samochodu dwukołowe strzały i wraz z pobudką słońca ruszyłyśmy w stronę naszych zachodnich sąsiadów. Droga do stolicy Niemiec jest prosta i należy do tych przyjemnych. Nawet jeżeli budzicie się przed letnim świergotem ptaków i z poczuciem, że kołdra to najlepsza przyjaciółka. Nic z tych rzeczy! Tym razem ćwierkanie zamieniłyśmy na porządne basy w ogromnym SUVie. Wzięłyśmy kubki kawy w dłoń, spakowałyśmy plecaki i pojechałyśmy przed siebie.

Na miejscu czekała nasza czwórka berlińskich przewodników – Dominika i Darrell oraz ich przeurocze dzieci Bruno i Nell. Już wiedziałyśmy, że dzień będzie pełen wrażeń! Dominika pokazała nam listę miejsc do odwiedzenia, która rozwinęła się niczym zwój w historycznym filmie. Zatarłyśmy ręce, a dodatkowo rozciągnęłyśmy kości, gdyż wiedziałyśmy, że czekają na nas kilometry do przebrnięcia. Spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy do podręcznych bagaży i byłyśmy gotowe. Naszym podróżniczym elementem stały się plecaki Doughnut, które zmieściły ekwipunek przygotowany na rowerową wyprawę. Skoro zdołałyśmy schować kurtki przeciwdeszczowe (odpowiednie przygotowanie na każdą pogodę i niepogodę), aparaty (taką wyprawę należy uwiecznić), bidony z wodą (aby ukoić pragnienie), a do tego pęk kluczy francuskich (czasem coś się poluzuje, a pamiętajcie – bezpieczny zawsze ubezpieczony) oraz przypinki do rowerów to wiemy, że pomieścicie w nich rzeczy rzeczy dla całej rodziny.

Dobrze, będziemy z Wami szczere. Przed rozpoczęciem wycieczki, ważnym punktem był dobór odpowiedniego roweru. Naprawdę! Rowery Plumbike mienią się i urzekają kolorami. Firma w swojej ofercie dysponuje rowerami dla kobiet oraz mężczyzn, a od tego sezonu również dostępne są rowerki dziecięce, zarówno biegowe jak i te z zamontowanymi pedałami. Co więcej, każdy z modeli możecie skonfigurować wedle własnych upodobań kolorystycznych. Bruno od razu postanowił przetestować nowy pojazd kręcąc kółka wokół dziedzińca, a przy tym szalejąc z radości.

Naszą wycieczkę rozpoczęłyśmy w dzielnicy Mitte – historycznej części miasta. Ruszyliśmy przed siebie. Pierwsze chwile i już można było stwierdzić, że Plumbike’owe rowery są wygodne. Jazda po Berlinie jest przyjemna. Ten środek transportu wpisał się w miejski krajobraz, więc nikogo nie dziwi widok sznurka stworzonego z jadących rowerów. Dopiero jak staniecie się częścią tej swoistej eskapady, zauważycie jak faktycznie dużo jest rowerzystów! Na pewno doda to Wam odwagi! Jadąc byłyśmy skupione na drodze i podążaniem za naszymi przewodnikami, ale przy okazji nie powstrzymywałyśmy się od rozglądania i podziwiania uroków miasta. Berlin ma w sobie duży pierwiastek nowoczesności połączonej z elementami zabytkowymi.

Naszym pierwszym przystankiem była kawiarnia Oslo Kaffebar. Z wnętrzem utrzymanym w prostym i naturalnym stylu. Połączenie betonowej, odlewanej podłogi z długą drewnianą ladą nie przytłacza, a wręcz zachęca. Jak przekazała nam Dominika, takie małe klimatyczne kawiarnie, gdzie można przycupnąć na chwilę z gorącym napojem w ręku, znajdziecie porozrzucane po całym Berlinie. Każda z nich charakteryzuje się inną stylistyką wewnątrz, ale jedna rzecz jest wspólna. Wiekowy przekrój społeczeństwa oraz bijąca różnorodność. Mały i przyjazny tygiel! Spotkacie w nich osoby siedzące przed komputerem i najpewniej pracujące, młodych ludzi spotykających się na plotki czy starsze osoby, które z kubkiem gorącego napoju cieszą się chwilą. W menu znajdziecie klasyczne kawy i coś na szybką przekąskę w opcji mięsnej oraz wegańskiej.

Kiedy dorośli naładowali się energią nadszedł czas na dalszą przejażdżkę! Gotowi? Jedziemy w stronę pierwszego rozrywkowego przystanku dla naszych maluchów. Plac zabaw Wikingów położony na dwupoziomowym terenie Spielplatz an der Norwegerstraße. Najlepszą i najbardziej atrakcyjną metodą dostania się na niższy poziom jest zjazd na zjeżdżalni! Plecione huśtawki, bujające się hamaki czy drewniane drabinki umiejscowione są między zielonymi krzaczkami. Dookoła wszystkim harcom bacznie przyglądają się drewniani Wikingowie, którzy zapewne pilnują swoich skarbów. Zabawy jest co niemiara! Bruno wielokrotnie zjeżdżał ze zjeżdżalni – raz wpadając w objęcia mamy, a raz w towarzystwie zadowolonego taty, w którego oczach można było dostrzec iskierkę dzieciństwa. Nell również bawiła się w najlepsze. Malutkie nóżki wesoło podrygiwały podczas bujania się na huśtawce. Słońce przygrzewało, ale dzięki otaczającej zieleni można było schować się w cieniu.

Po energicznej zabawie nadchodzi czas na obiad! Dominika z Darrellem zabierają nas do dzielnicy Prenzlauer Berg. To rodzinna część miasta wypełniona knajpkami, kawiarniami, małymi sklepikami dla dzieci czy placami zabaw. I faktycznie, przejeżdżając dostrzegamy rodziców odbierających swoje pociechy z okolicznych przedszkoli czy mamy spacerujące z wózkami. Panuje spokojna atmosfera, a raz po raz słychać dziecięcy śmiech i radosne gaworzenie. Usiedliśmy w pobliskiej knajpce. Czekając na zamówione jedzenie, wsłuchujemy się w niesamowitą historię Dominiki i Darrella, którzy poznali się w Ameryce Południowej. Opowiadali nam o życiu w Berlinie. Przeprowadzka do obcego kraju bywa trudna – inna mentalność. Jednak stolica Niemiec ma to do siebie, że jest bardzo tolerancyjna i otwarta na innych, przez co dużo łatwiej się przyzwyczaić.

Kto z nas, będąc dzieckiem, nie wyczekiwał najbardziej na ulubioną część popołudniowego posiłku, czyli deser? „Musimy pójść do Hokey Pokey!” powiedziała Dominika na początku naszej wycieczki. Zbliżając się do wskazanego miejsca było widać coraz więcej ludzi podążających w jednym i tym samym kierunku. Wyobraźcie sobie niewielki lokal, gdzie przed Waszymi oczami ukazuje się lada pełna lodowych smaków, a do tego ozdobne słoiczki i słoje wypełnione kolorowymi łakociami. To właśnie Hokey Pokey, raj dla każdego malucha! Na ścianach wiszą lusterka w różnych rozmiarach i kształtach. Do tego retro dodatki w postaci florystycznych rycin oprawionych w złote ramki czy drewnianych krzesełek wyjętych ze starego kina. Nawet dla zobaczenia samego wnętrza warto jest odwiedzić tę lodziarnię. Widać, że nie tylko dzieci kochają tutaj przychodzić. Kolejka robiła się coraz dłuższa i dłuższa. Nell z wypiekami na twarzy szukała swojego ulubionego smaku w kolorze różowym. Tutaj każdy może poczuć w sobie odrobinę dziecka. Po wyborze siedzieliśmy i obserwowaliśmy okolicę. Malowniczy krajobraz – niewysokie budynki w różnych kolorach przytulające się do siebie to obraz warty zatrzymania w kadrze.

Kilka przecznic od lodziarni znajduję się kolejny skrawek dziecięcego nieba na ziemi. Malutki, ale niezwykle urokliwy sklepik Lotta und Leander Prenzlauer Berg. Bruno od razu zauważył drewniane klocki w kształcie dinozaurów, które natychmiast zaczął układać. „To przyjazne dinozaury!” oznajmił wszystkim na około. Natomiast Nell kołysała do snu maskotki, które wpatrywały się swoimi oczyma w każdego kto odwiedził sklep. W Kidzkontor znajdziecie ubranka oraz dodatki z różnych europejskich firm. Zdecydowanie warto wybrać się na zakupy. Chociaż jesteśmy przekonane, że nie potrwa to krótko, a czas nagle się rozpłynie.

Berlin ma wiele do zaoferowania, więc nasza rowerowa podróż nie dobiegła jeszcze końca. Dominika i Darrell przygotowali dla nas wiele atrakcji, a ich kolejną odsłonę pokażemy Wam w drugiej części naszego redakcyjnego przewodnika.

Ten mały przewodnik nie mógłby powstać bez zaangażowania Domi i Darrella, ale też bez pomocy naszych partnerów; ogromne podziękowania dla Volvo Car Poland, Plumbike, Olympus Polska oraz Doughnut Polska, w którym wciąż macie 10% kod rabatowy na plecak do szkoły lub na wycieczkę: AOR52UOS Kod ważny do 1 września!

Teskt: Bogna Stypułkowska

Zdjęcia: Kasia Kaszak