18.09.2019

Bella Toskania!

Urokliwe średniowieczne miasteczka, winnice, krajobrazy skąpane w słońcu, zabytki, malownicze wzgórza, dzikie plaże i przysmaki lokalnej kuchni. Tak właśnie kojarzy się Toskania – tym, którzy ją odwiedzili i tym, którzy znają ją tylko ze zdjęć lub opowiadań innych. Swoimi wspomnieniami z rodzinnej przygody w najpiękniejszym regionie Włoch opowiedziała nam Aleksandra z cacaovo_blog.

Pięcioosobowa rodzina plus cocker spaniel Charlie to wyzwanie nawet dla Toskanii. Miło przyjąć, dobrze ugościć, pysznie nakarmić, zarazić włoskim ‚dolce vita’ i z bagażem słonecznych wspomnień pozwolić odjechać do domu. Tak też się stało. Każdy członek rodziny, łącznie z Charliem, zapamiętają swoje ostatnie wakacje na długo, a w planach jest już kolejna podróż do tego miejsca, tym razem w większym, wielopokoleniowym składzie.

I nic dziwnego, bo czegóż można chcieć więcej, gdy wakacyjne dni mijają w leniwym powtarzalnym rytmie; gdy te najbardziej upalne godziny spędza się w basenie lub z książką pod drzewkiem oliwnym; gdy śniadanie jada się w cieniu drzew, a wieczory spędza w gwarnych włoskich miasteczkach, snując się wąskimi uliczkami i zajadając lokalne pyszności. „Dużo, bardzo dużo pizzy! Ja zapamiętam ravioli z sosem szałwiowym i rozmarynem” – wspomina Ola. Jest też pewien zapach, który będzie się jej kojarzył tylko i wyłącznie z Toskanią – to zapach lawendy, szczególnie o poranku…

Włoskie wakacje zachwyciły również Charliego, który codziennie hasał po ogródku w pobliżu wynajętego przez rodzinę domu, a na spacerach po okolicy był często zaczepiany przez miejscowych, chętnych do zabawy z nim i częstowania smakołykami. „Najbardziej obawiałam się wakacji z psem i właśnie to chyba najbardziej mnie zachwyciło. Bo wszędzie, naprawdę wszędzie byliśmy mile widziani. Woda dla Charliego znajdowała się natychmiast, zanim zdążyliśmy się rozejrzeć w danym miejscu” – opowiada Ola.

Mieszkali w okolicach Gaiole in Chianti, około 40 km od Sieny, blisko zamku i kilku lokalnych winiarni, spędzając czas błogo i rodzinnie. W weekendy robili dłuższe wycieczki i miejscem, które ich najbardziej oczarowało, były przepiękne, kaskadowo położone Termy Di Saturnia. To naturalne zbiorniki, do których woda wpływa poprzez wodospad, a rano, gdy temperatura wody jest niższa, w powietrzu unosi się para, tworząc niesamowity klimat i magię.

Ola przekonuje, że warto się tam wybrać, choć w sezonie nie jest łatwo o miejsce, bo wstęp do term jest całkowicie bezpłatny. „Mniej ludzi dociera do Bagni San Filippo, równie urokliwego miejsca, a dla części nawet bardziej. Tam jest więcej cienia i pięknie rozproszonego światła, co wyjątkowo sprzyja odprężeniu” – dodaje. Ola wspomina też takie miejsca jak średniowieczne miasteczko Montepulciano położone na wzgórzu wśród typowo toskańskiej scenerii, urokliwe miasto piętnastu wież i szafranu San Gimignano, perłę Toskanii pośród wzgórz Pienzę czy Volterrę, w której schodzą się ponoć drogi i wiatry ze wszystkich stron świata, a jakiś czas temu zawitały tam nawet wampiry z sagi „Zmierzch” …

Olę i jej rodzinę oczarowali również mieszkańcy Toskanii, którzy okazali się być bardzo otwarci i ciepli. Oprócz zainteresowania, które okazali Charliemu, nie skąpili też atencji najmłodszemu, dwuletniemu członkowi rodziny, aby chwilę potem komplementować jego siostry, po czym pytać o ich pochodzenie, aby za moment raczyć całą rodzinę swoimi historiami o swoich doświadczeniach z Polską i Polakami. Ola miło wspomina kolacje w Montepulciano i San Gimignano: „W obu przypadkach gościnność właścicieli przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Czuliśmy się jak dobrzy znajomi, a nie klienci. Sprawcą całego zamieszania był nasz synek, któremu po prostu bardzo smakował makaron z sosem pomidorowym. A że jadł całym sobą i cieszył się tym, głośno powtarzając „mniam”, sprawił też przyjemność kucharzowi i właścicielowi, czego finałem były nowe poczęstunki na naszym stole”.

Na moje pytanie, czy Toskania jest typowo włoska czy ma coś swojego, unikalnego, otrzymuję odpowiedź, że jest bardziej sielska, leniwa i cicha w porównaniu do włoskiej riwiery, Rzymu, czy pozostałych regionów. „Krajobrazowo bardzo przypominała nasze wsie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, tylko rosy w tym upale nie doświadczyłam” – odpowiada z uśmiechem Ola. Poza tym Toskania podarowała jej to, czego się po niej spodziewała – piękne widoki, kamienne miasteczka z cienistymi wąskimi uliczkami, pocztówkowe krajobrazy, pyszne proste jedzenie i wino.

A po wielu przyjemnych wakacyjnych momentach przyszedł w końcu ten, w którym w rodzinie rozbrzmiało hasło „czas wracać”. „Zawsze naładowani pozytywnymi wrażeniami, wspomnieniami, czasem z opalenizną i zawsze z pomysłem w głowie na kolejny wyjazd” …

„La vita e bella” – jak mawiają Włosi…

Zdjęcia: Aleksandra Milejska Lekki