11.12.2018

Newbie Lovers! Marta Urbańska

Marta Urbańska (poznaliście ją TU), projektantka biżuterii i właścicielka firmy Panama Jewels została po raz drugi mamą. Opowiedziała nam o tym, jak godzi podwójne macierzyństwo z prowadzeniem biznesu, co w dzisiejszym świecie oznacza życie „unplugged” oraz czym jest dla niej moda dziecięca.

Marta, jak zmieniło się Wasze życie, odkąd jest z Wami Wanda?

Zmieniło się na pewno moje życie, ponieważ z osoby bardzo aktywnej, biegającej ze spotkania na spotkanie, wróciłam do trybu pracy z domu, który pamiętam z czasu, kiedy Tadzio był malutki. Jeśli chodzi o nasze życie rodzinne, to jest bardzo podobnie, tylko jeszcze weselej!

Jak Tadzio zareagował na siostrę i czy pomaga w opiece nad Wandą?

Tadzio był bardzo dobrze przygotowany na pojawienie się rodzeństwa. Przede wszystkim nie był typowym jedynakiem, ponieważ ma o rok młodszą siostrę cioteczną, z którą się wychowuje. Myślę, że dodatkowo Wanda nie przewróciła jego życia do góry nogami, ponieważ wszelkie nasze domowe rytuały czy jego przyzwyczajenia pozostały zupełnie bez zmian. Dla Tadzia to normalne, że bardzo wiele rzeczy robi z nim tata, a nie ja, dlatego nie ma zazdrości, kiedy np. ja rano karmię, a Kuba ubiera go do przedszkola itp. Oprócz tego Tadzio jest bardzo rezolutny i wrażliwy. Bardzo dba o Wandę, jest ostrożny podczas zabaw. Świetne jest to, że zachowuje się tak, jakby ona była z nami od zawsze. Jestem bardzo dumna z tego, jak wspaniale przyjął siostrę i jakim jest dobrym bratem.

Dwoje małych dzieci i własna rozwijająca się firma. Jak to pogodzić?

Wydaje mi się, że jest to na pewno kwestia dobrej organizacji, ale przede wszystkim jasno określonych priorytetów. Kiedy prowadzi się własny biznes, a jednocześnie jest się mamą dwójki małych dzieci, sytuacje w których zabraknie czasu lub coś pójdzie niezgodnie z planem są na porządku dziennym – wtedy trzeba mieć ten luz wewnętrzny w odpuszczeniu którejś ze sfer (ja zawsze odpuszczam wtedy pracę).

Nadrabiasz wtedy następnego dnia? Dajesz radę “nadgonić”?

Oczywiście. Nie ma z tym problemu. Czasem nadrabiam późnym wieczorem, kiedy dzieci śpią, czasami organizuję czas następnego dnia tak, żeby nadrobić zaległości.

Pracujesz i dalej rozwijasz swoją firmę czy zwolniłaś teraz tempo, jeśli chodzi o projektowanie biżuterii i prowadzenie biznesu?

Chwilowo zdecydowanie zwolniłam tempo. Na pewno zależy mi na tym, aby moja marka trzymała pozycję, na którą ciężko pracowałam, ale teraz najważniejsza jest rodzina i bezcenne chwile z Wandą. Chcę zapewnić jej taki sam spokój i luz, jaki dawałam na początku Tadziowi – nigdzie nie pędzimy, nie stresujemy się. Większość czasu spędzamy we dwie w domu (to też wynika z pory roku). Kiedy Wanda śpi lub relaksuje się w swoim hamaczku, ja załatwiam jak najwięcej spraw, pakuję paczki, odpisuję na maile, koordynuję pracę złotnika itp. Ale jak tylko mnie potrzebuje, zgłodnieje, chce sobie ze mną pogaworzyć, pobawić się grzechotką lub potrzebuje czułości, to rzucam wszystko i jestem po prostu mamą. To daje mi najwięcej satysfakcji i radości. Dzięki temu, że większość spraw załatwiam z domu, mogę elastycznie dostosowywać się do rytmu narzuconego przez dziecko.

Jak organizujesz sobie czas? Planujesz wszystko dzień wcześniej, zapisujesz czy działasz wedle przebiegu dnia dzieci?

Zdecydowanie należę do osób planujących. Wszystko zapisuję w kalendarzu i plannerze w podpunktach do odhaczenia. Zdarza się oczywiście, że niektóre zadania przekładam na następny dzień, bo braknie mi na coś czasu, a nie chcę rezygnować z chwil przeznaczonych dla dzieci na rzecz pracy. Kiepska ze mnie kobieta sukcesu (śmiech), ale wiem, że to, co mamy teraz po prostu nie wróci.

Kto pomaga Ci na co dzień w połączeniu wszystkich obowiązków?

Obowiązkami dzielimy się po partnersku z moim mężem. Kuba jest super tatą i wspaniałym panem domu. Zawsze dba o zakupy, codziennie robi śniadania i gotuje obiady, rano szykuje Tadzia i zaprowadza do przedszkola. Po powrocie z pracy też organizuje mu aktywnie czas (basen, hangar, rower itp.). Oprócz tego bardzo mnie wspiera i motywuje. Dodatkowo nieocenioną pomocą jest moja siostra, rodzice i babcie. Wszyscy trzymamy się razem i wzajemnie sobie pomagamy. Nie wyobrażam sobie życia bez nich.

Często mówisz o Waszym życiu “unplugged”. Co to oznacza w praktyce w Waszej codzienności?

Głównie chodzi o to, żeby sprowadzić do minimum kontakt dzieci z telewizją i elektroniką, a jednocześnie zmaksymalizować ich kontakt z naturą, zwierzętami i uczyć kreatywnych zabaw zamiast sięgania po bajki. Oczywiście nie popadamy w skrajność i od jakiegoś czasu Tadzio ogląda np. odcinek Misia Uszatka czy w niedzielę jedną dłuższą bajkę, ale przez pierwsze 1,5 roku nie widział włączonego ekranu i bardzo tego pilnowaliśmy. Uważaliśmy, że tak małe dziecko ma zapewnione wystarczająco dużo wrażeń poprzez samo poznawanie świata. U nas w domu nigdy nie ma włączonego telewizora tak po prostu, żeby coś grało. Nie mamy nawet telewizji. Jak chcemy coś obejrzeć możemy puścić na Netflixie lub podłączyć film z laptopa. Staramy się nauczyć nasze dzieci, że jeśli już coś oglądamy, to robimy to ze zrozumieniem i w skupieniu, a nie puszczamy byle co dla zabicia nudy.

Jak Tadzio reaguje zatem na telewizję czy bajki? Widzisz różnicę w porównaniu do innych dzieci, które kontakt z elektroniką mają od małego?

Z różnic, jakie udało mi się zaobserwować, to na pewno bardzo luźny stosunek Tadzia do bajek i ogólnie elektroniki. Nie ma u nas scen rozpaczy, kiedy bajka się kończy i wyłączamy telewizor. Nie ma domagania się o telefon. Nie ma też afer o to, żeby coś mu włączyć. Taka propozycja wychodzi zawsze od nas i wręcz czasami spotyka się z odmową, bo on woli w tym czasie robić coś innego. Tadzio jest też bardzo wybiórczy. Niewiele bajek lubi. Często mówi, że czegoś się boi i prosi, żeby wyłączyć albo przewinąć. Mam wrażenie, że jest mniej odporny na zbyt intensywne sceny niż dzieci, które od małego patrzą się na takie rzeczy, zanim zaczną je rozumieć, w związku z czym są bardziej znieczulone.

 Jakie znaczenie ma dla Ciebie życie zgodnie z naturą?

Uważam, że życie w zgodzie z naturą jest niezwykle ważne i wartościowe, szczególnie w czasach, kiedy ludzie bardzo zatracili się w postępie technologii i zapomnieli, że jesteśmy tutaj tylko gośćmi i jesteśmy maleńcy w obliczu żywiołów. Mam wrażenie, że niektórzy wręcz nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, gdzie brakuje udogodnień cywilizacji, co może być naprawdę zgubne. Powinniśmy szanować planetę i na miarę naszych możliwości starać się dbać o środowisko, przynajmniej małymi uczynkami w swojej codzienności. Nie ma większego piękna niż to, jakie można odnaleźć w naturze.

Czy przejawia się to w rzeczach, którymi się otaczasz lub rzeczach, które nosisz?

Staram się żyć i wybierać przedmioty do mojego otoczenia świadomie i jeśli to możliwe, zawsze stawiać na wersję eko friendly. Zaczęłam wybierać tylko wegańskie kosmetyki, Wanda nosi biodegradowalne pieluszki, kupujemy jak najwięcej jedzenia z ekologicznych upraw, bardzo dokładnie segregujemy śmieci. Od jakiegoś czasu walczę też ze swoim zakupoholizmem i staram się kupować znacznie mniej w sieciówkach lub przynajmniej wybierać rzeczy z działów typu „join life”. W domu też mamy sporo używanych rzeczy vintage z odzysku, zamiast np. mebli z Ikei.

A w co ubierasz swoje dzieci? Na co zwracasz uwagę, gdy kupujesz im ubranka?

Dzieci ubieram przede wszystkim wygodnie. Oczywiście zależy mi na tym, aby wyglądały fajnie, ale na pewno nie kosztem wygody. Bardzo lubię marki typu Newbie, czyli rzeczy dobre gatunkowo, z naturalnych materiałów jak bawełna czy wełna, które nie kosztują fortuny. Chcę, żeby dzieci mogły swobodnie się pobrudzić lub coś zniszczyć w zabawie. Jedyne, w co inwestuję, to porządne kurtki czy buty – muszą spełniać swoją rolę i dobrze sprawdzać się w warunkach, do jakich są przeznaczone.Jakie ubranka przeważają więc w szafie Twoich dzieci?

Jeśli chodzi o Tadzia, to mam już niewiele do powiedzenia (śmiech), on sam wybiera, w czym chce chodzić, ale są to głównie jednokolorowe rzeczy, ewentualnie w paski czy jakieś ciapki. Zawsze zastanawiam się, co mu przypasuje i czy to, co kupuję będzie się mu podobało. Oczywiście wybieram rzeczy, które są zgodne z moją estetyką, ale nie biorę na siłę tego, co podoba się jedynie mi, a jemu zupełnie nie. Wanda ma póki co niewiele do powiedzenia;) U niej w szafie królują ciepłe, przytłumione kolory. Jest też sporo szarości i beżu. Szukam dla niej rzeczy, które są ładne, ale też wygodne w zakładaniu, jak np. dzianinowy kombinezon Newbie. Wszystko, co nosi musi być z miłych, oddychających materiałów, przyjaznych dla jej niemowlęcej skórki.

A co w szafie Twoich dzieci na pewno się nie znajdzie i dlaczego?

Na pewno nie znajdą się rzeczy piękne, ale niepraktyczne lub niewygodne. Takie, w których ciężko zmienić pieluchę, których nie można uprać, które ograniczają w jakiś sposób ruchy. Nie znajdą się też rzeczy tandetne albo przesadnie drogie.

Czy myślałaś zawsze, jak większość innych mam, że mając córeczkę, będziesz ją stroić i przebierać ?

Wręcz przeciwnie! Jak dowiedziałam się, że będę miała córkę, to byłam trochę przerażona tymi wszystkimi dziewczęcymi kreacjami – mimo, że sama uwielbiam szaleć np. z cekinami. Nie jestem raczej typem mamy, która stroi dzieci. Do tej pory uważam, że dużo łatwiej fajnie ubrać chłopca. Dla dziewczynek jest wszystkiego za dużo i często ciężko coś konkretnego wybrać. Zresztą ja bardzo nie lubię przebierać małych dzieci. Gdyby nie to, że Wanda potwornie ulewa i kilka razy dziennie jest po prostu przemoczona, to najchętniej przebierałabym ją raz na parę dni. Oczywiście bardzo lubię ładnie ją ubierać i podziwiać jaka jest słodka, choć bardzo rzadko nosi sukienki czy typowo dziewczęce kreacje.

Wy, dziewczyny, będziecie czasem ubierać się tak samo?

Myślę, że na pewno! Sama uwielbiam wymieniać się ubraniami z moją mamą i od zawsze bardzo inspirowałam się jej stylem. Lubimy razem robić zakupy i kupować sobie takie same rzeczy. Mam nadzieję, że będziemy miały z Wandą podobnie.

A na co zwracasz uwagę w przypadku gadżetów?

Kupując akcesoria, zawsze najpierw zastanawiam się, czy NAPRAWDĘ tego potrzebujemy lub czy będzie to rzeczywiście fajnie się u nas sprawdzało. Oprócz tego zwracam oczywiście uwagę na wygląd danej rzeczy. Jestem estetką i bardzo lubię otaczać się ładnymi przedmiotami. Ostatnio odkrywam uroki noszenia dziecka w chuście, co jest niezwykle przydatne, kiedy potrzebuję wolnych rąk, a Chomiczek potrzebuje akurat bliskości.

Jaki styl życia chciałabyś z mężem przekazać swoim dzieciom?

Jeśli chodzi o codzienne życie, na pewno chcemy nauczyć nasze dzieci wzajemnego szacunku, szacunku do natury, zwierząt – ogólnej empatii i wrażliwości. Chcemy, żeby oboje postępowali świadomie, a nie bezrefleksyjnie. Mam nadzieję, że uda nam się zaszczepić w nich poczucie wdzięczności i umiejętność cieszenia się codziennością, pozornie prostymi rzeczami, ale też pokazać, że fajnie jest celebrować życie i podkreślać wyjątkowość niektórych chwil. Jeśli chodzi o ubrania, chciałabym, żeby moje dzieci miały swój styl i wiedziały, że przede wszystkim same muszą czuć się dobrze ze swoim wyglądem. Jeśli będą czerpały z estetyki, jaką wybieramy dla nich z Kubą, to na pewno będą bardzo cool.

Twój przepis na modną, żyjącą w zgodzie z naturą rodzinę?

Wybieranie rzeczy, które pasują do nas, które dobrze komponują się z naszym stylem bycia i nie ograniczają naszej swobody, a jednocześnie dobrze wyglądają i są wykonane z dobrej jakości naturalnych materiałów.

Tadzio i Wanda noszą ubranka z kolekcji Newbie dla Kappahl: swetersukienka, legginsy, kombinezon, sweterek, spodenki, skarpetki.

Zdjęcia: Aneta Zamielska