15.12.2018

Newbie Lovers: Ania Kosoń

Czasami jest tak, że marzymy o przeprowadzce, ale coś wciąż trzyma nas w dobrze znanym miejscu. Czasami też bywa, że ktoś stawia wszystko na jedną kartę i postanawia coś zmienić w swoim życiu. Tutaj spotykamy się z historią przeprowadzki, która była przemyślana i zaplanowana, chociaż przez to wcale nie łatwiejsza. Jak to jest, gdy zmieniasz swoje świetnie zorganizowane życie w tętniącym dwadzieścia cztery godziny na dobę mieście na slow life? O tym rozmawiamy z Ania Kosoń.

Jak dużo czasu minęło od przeprowadzki z Warszawy do Krakowa?

Półtora roku.

Czy już czujecie się tutaj „jak w domu”?

Powoli się tu zadomowiamy. To proces, musi upłynąć więcej czasu, żebyśmy w pełni wpisali się w to miejsce. Warszawa to wciąż miasto, z którym ja kojarzę słowo dom. Tam spędziliśmy większość dorosłego życia. Wejście w dojrzałość, samodzielność, studia, pierwsza poważna długoterminowa praca. Tam też urodziła się nasza córka Tosia.

Mam wrażenie, że cząstka Ciebie wciąż jest myślami w Warszawie, mimo, że nogi mocno stąpają po Krakowie?

Tak. Zostali tam nasi przyjaciele, relacje, które budowaliśmy przez kilkanaście lat. Nie jest łatwo zacząć w nowym miejscu.

Skąd zatem wziął się pomysł na to, aby zostawić to wszystko i przenieść się do Krakowa?

Było to związane z pracą mojego męża, który po latach pracy w korporacji postanowił zasilić szeregi rodzinnej firmy. Ta decyzja była w naszej świadomości, mimo, że próbowaliśmy nieco odłożyć ją w czasie. Jednak uznaliśmy, że dopóki Tosia jest mała, będzie nam łatwiej. Nasza córka była w takim wieku, że nie chodziła jeszcze do przedszkola, nie miała nawiązanych mocniejszych relacji z rówieśnikami. Uznaliśmy więc, że dla niej ta zmiana nie będzie jeszcze tak obciążająca. To był najlepszy moment, a że w międzyczasie zaszłam w drugą ciążę, to już stał się dla nas czas optymalny. Chociaż z drugiej strony i trudny, bo wszystko zgrało się w jednym czasie.

Decyzja zatem zapadła. Miałaś w głowie myśli w stylu „jak ja zostawię moją pracę, moje miejsce?!”

Tak. Doskonale pamiętam nawet ten moment. Wracaliśmy z małopolski ze świąt Bożego Narodzenia, które spędziliśmy u rodziców, to były nasze pierwsze święta z Tosią. Zaczęliśmy o tym rozmawiać i stwierdziliśmy, że to jest chyba ten czas, że nie ważne, gdzie się przeprowadzimy, najważniejsze, żebyśmy byli razem. Szczerze mówiąc, niewiele się nad tym zastanawiałam, nad swoja praca i konsekwencjami takiej zmiany w życiu. Co nie zmienia faktu, że mój mąż miał zawsze bardzo konkretne plany zawodowe i nie umniejszając w żadnym stopniu mojej pracy, to on był dźwignią ekonomiczną naszej rodziny. W ogóle nie myślałam wtedy kategoriami, że zostawiam tutaj swoją karierę zawodową. Byłam na fali macierzyństwa, zupełnie zaabsorbowana tym, co się dzieje ze mną jako mamą Tosi. Wtedy myślałam tylko o rodzinie. 

Rozumiem, że wtedy zaczęły się poszukiwania odpowiedniego mieszkania? Czy było to łatwe?

Zrobiliśmy dobry research, byliśmy przygotowani, ponieważ znaliśmy swoje oczekiwania. Mimo to nie było łatwo. Nie znaliśmy miasta i jego topografii. Zależało nam natomiast na tym, aby było blisko do centrum, a jednak ze skrawkiem zieleni i trasami na spacery. W Warszawie mieszkaliśmy na Mokotowie i właśnie takiego miejsca szukaliśmy dla nas tu, w Krakowie. Chcieliśmy też duże mieszkanie, w którym będziemy czuli się swobodnie, namiastkę domu, z miejscem dla gości. Jak się okazało, stanowiło to spore wyzwanie. Na nasze osiedle trafiliśmy zupełnie przypadkiem, oglądając inną realizację, ale to był szczęśliwy traf. I jak szło zaklimatyzowanie się?

Nie najłatwiej. To był też bardzo wyjątkowy moment w moim życiu. Kilka dni po przeprowadzce urodził się Staś i nagle, z „mojego” miasta z jednym dzieckiem, znalazłam się w zupełnie obcym, z dwójką maluchów. Towarzyszyło mi wszechogarniające poczucie, że jestem tu nowa, nie znam nikogo i nie wiem, w którą stronę mam pójść. Hormony też robiły swoje, więc przyznam, że przepłakałam wiele wieczorów. Mój mąż dzielnie to znosił, i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Teraz po prawie półtora roku mieszkania w Krakowie, coraz bardziej doceniam tę lokalizację. Mamy już coraz więcej „swoich” miejsc, wciąż poznaje to miasto, czuje się w nim bardziej swobodnie. Z okna widzę Wawel, z dziećmi chodzimy na spacery pod smoka. Mieszka się tu przyjemnie.

Czego najbardziej Ci brakuje, jakie widzisz różnice pomiędzy tymi dwoma miastami?

Bardzo długo porównywałam Kraków z Warszawą. Nadal to robię, czasami nawet nieświadomie. Najbardziej brakuje mi przestrzeni. Od niedawna jeżdżę samochodem i tutaj panuje wolna amerykanka – jest ciasno, tłoczno i korki jak na Mordorze. Tęsknie też za architekturą. Mieszkając tam, nigdy w pełni tego nie doceniałam. Teraz, kiedy wracam do Warszawy na weekend, do przyjaciół, nie mogę się napatrzeć na to miasto. Z takich bardziej przyziemnych spraw, brakuje mi w Krakowie miejsc przyjaznych rodzicom i dzieciom. Klubików, kawiarni, restauracji, w których dziecko może się swobodnie bawić, a rodzic zrelaksować, mieć chwilę dla siebie. Tego jest tutaj naprawdę mało. Zmierzyliśmy się ostatnio z problemem szukania przedszkola. Tu wybór jest znacznie węższy i mniej zróżnicowany, a wydawało mi się, że będzie łatwiej. W tym temacie jest dużo do zrobienia. Wiem, że porównujemy Kraków, który jest dwa razy mniejszy, do stolicy kraju, gdzie każdy, nawet najbardziej szalony pomysł może wypalić. Kraków jest bardzo specyficznym miastem. Mieszkam tu stosunkowo krótko i to tylko moje osobiste spostrzeżenia, ale mam wrażenie, że to miasto z infrastrukturą mocno nastawioną na turystów.  Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Dużym plusem jest to, że spotykam tu bardzo wielu życzliwych ludzi i żyje się trochę spokojniej.  

No dobrze, ale na pewno dostrzegasz także zalety tej przeprowadzki?

Na pewno największym plusem jest to, że jesteśmy bliżej naszej rodziny. Moje dzieci mają częściej swoje Babcie, co wpływa na ich świetne relacje. Cieszy to obie strony. Urodziny, mikołajki, Dzień Dziecka – wszystkie te święta spędzamy razem, najczęściej u nas w domu, bo dziadkowie jadą do nas godzinę, a nie cztery. Zauważyłam też zmianę na plus w samej sobie. Odkąd pamiętam, byłam otwarta na ludzi, lubiłam ich towarzystwo. Jednak teraz ta otwartość jest jeszcze większa. Zarówno na ludzi, jak i na nowe miejsca, doświadczenia. I bardzo mi z tym dobrze.

Mam wrażenie, że chyba trochę nadal tęsknisz za Warszawą?

Tak, nawet teraz gdy rozmawiamy mam tyle ciepłych odczuć związanych z tym miastem. Tęsknie za naszymi przyjaciółmi, ich bliskością, możliwością spotkania na obiad, kawę, wino. Ale i za miejscami. Zostawiłam tam całą masę fantastycznych wspomnień. Ta przeprowadzka poniekąd też mi uświadomiła, że wbrew pozorom nie jest łatwo spotkać nowych ludzi i zbudować fajną relację między sobą. To wymaga czasu. Staramy się ze znajomymi odwiedzać na weekendy, o ile czas nam na to pozwala i bardzo doceniamy ten wspólny czas.

Mimo, że teraz jesteś mamą na pełen etat, to jak widzisz teraz swoje życie zawodowe?

Powoli już wracam do tej sfery życia. Oczywiście na tyle, na ile pozwala mi na to czas. Nie mogę wrzucić tego w konkretne ramy czasowe, bywa różnie. Pracuję, gdy mam czas, Tosia jest w przedszkolu lub gdy Staś ma drzemkę. Całe życie zawodowe zajmowałam się Public Relations, ostatnie 5 lat pracowałam dla branży modowej. Bardzo cenię ten czas w moim życiu, poznałam masę ciekawych, wartościowych osób, z częścią przyjaźnię się do dziś, ale do tego raczej już nie wrócę, właśnie ze względu na przeprowadzkę. Obecnie wspieram doradczo rodzinną firmę.

Jakie masz plany na swoją zawodowa przyszłość?

Bardzo chciałabym zacząć pracować na swój rachunek. I to jest taka myśl, która mnie bardzo motywuje i pomaga mi przetrwać trudniejsze momenty. A miewam i takie, jak każda mama, każdy człowiek. Czasami wyzwania codzienności potrafią nas nieco wybić z rytmu. Jednak, gdy pomyślę o tym, że poza najważniejszą rolą w moim życiu, czyli rolą mamy, mam jeszcze swoje ambicje, marzenia, to od razu czuje się lepiej. Myślę o tym, kim jestem i co chciałabym po sobie zostawić. Uważam, że praca nas bardzo mocno definiuje. Mam kilka pomysłów w głowie.

Możesz nam zdradzić któryś z nich?

Brakuje mi w tutaj takich miejsc, które łączyłyby w sobie polską modę i design. Koncept store, który łączyłby to, co w Polsce w tych dziedzinach jest najlepsze. Mam wrażenie, że to spodobałoby się zarówno lokalnym miłośnikom pięknych rzeczy, jak i turystom. Myślę, że niejeden z nich chętnie przywiózłby z Polski pamiątkę w postaci oryginalnej biżuterii czy torebki od polskiego projektanta. To są plany na przyszłość, które będą wymagały ode mnie dużego zaangażowania czasowego. Na ten moment mam inne priorytety, ale nie porzucam tych myśli. Jestem niespokojnym duchem, który musi działać, wciąż być w ruchu. Teraz żyje nam się bardzo dobrze. Mam dwójkę wspaniałych dzieci, stabilizację, ale zdaję sobie sprawę z tego, że za chwilę oboje będą w przedszkolu, później w szkole, a wtedy ja będę mogła spożytkować zawodowo mój czas i energię.

Opowiedz mi o tym, jaką jesteś mamą?

Zapytaj mojej starszej córki. Odpowie Ci, że wspaniałą. Staram się wychowywać dzieci w duchu bliskości, zrozumienia i tolerancji. Chcę, aby moje dzieci znały nasze zasady, ale przyznam, że panuje u nas w domu duża demokracja. Bardzo często dostosowuję się do moich dzieci i ich potrzeb. Staram, się ich słuchać, tłumaczyć świat i poświęcać jak najwięcej uwagi. Dużo się przytulamy, całujemy, wygłupiamy i staramy się trzymać blisko. Tosia jest bardzo ciekawa wszystkiego, uwielbia rozmawiać, analizować, jest typem myślicielki. Zawsze, kiedy mówię jej, że kocham ją najbardziej na świecie, odpowiada, że ona kocha mnie tak samo mocno i nie chciałaby mieć innej mamy. Stasiek to przytulas, który uwielbia rozdawać buziaki. Za każdym razem, kiedy smaruje mu nosek kremem (a robię to często, bo wciąż ma katar), robi dziubek do całusa. To są takie mikromomenty, które budują wspomnienia na lata i poczucie, że to właśnie tu dzieję się to, co stanowi sens mojego życia. Ale są też gorsze chwile, kiedy zmęczenie, stres i nawał obowiązków biorą górę i brakuje mi cierpliwości, trzeciej ręki, czy zwyczajnie uśmiechu. Jednak myślę, że dopóki jestem obiektywna, potrafię spojrzeć na siebie krytycznie i dostrzec, co mogłabym w sobie poprawić – jest ok. Widzę też, że wychowanie mojego synka różni się od tego, jakie praktykowałam, gdy urodziła się córka. Przy Tosi czytałam bardzo dużo poradników, książek, starałam się wcielać w życie „złote zasady” i wypracować z nią różne rzeczy, sztywne godziny drzemek, karmień. W rezultacie większość dnia spędzała przy piersi lub na rękach. Natomiast przy Stasiu bardziej ufam swojej intuicji, wychowuję go zdecydowanie bardziej spontanicznie i swobodnie. To drugie dziecko i podział uwagi nauczył mnie tego, że nie wszystko musi być idealnie, jak od linijki. Staram się wsłuchiwać w ich potrzeby i przewidywać te gorsze momenty.

Na jakie osoby chciałabyś je wychować?

Zabrzmi banalnie, ale przede wszystkim chciałabym, żeby byli dobrymi ludźmi. Dobrymi dla siebie i innych. Chciałabym, żeby byli odważni w sięganiu po swoje cele i marzenia, ale i wrażliwi na potrzeby drugiego człowieka. Wiem jak szybko mijają miesiące i myślę sobie, że teraz jest mój najlepszy i najfajniejszy czas jaki mogę z nimi mieć. Wiesz, taki moment, kiedy jestem całym ich światem, kiedy przytulas i całus potrafią rozwiać każdy ich problem. Teraz budujemy z nimi więź na całe życie. Chciałabym zawsze móc ich wspierać, dodawać odwagi i skrzydeł. Marzę, żeby zawsze czuli się przy mnie, przy nas, swobodnie, nikogo ani niczego nie udawali. Wiedzieli, że w każdej chwili mogą przyjść, pogadać, pobyć razem, pożalić się – także, kiedy będą już dorosłymi ludźmi. Chciałabym także, aby byli wrażliwi na piękno, to coś czego nauczyła mnie moja mama.

To widać na Twoim Instagramowym koncie, gdzie można podejrzeć to, jak mieszkacie i jaki styl lubisz.

Tak. Szczerze mówiąc mam tak odkąd zostałam mamą i znacznie więcej czasu przebywam w domu. Kiedyś nie przywiązywałam do tego aż tak dużej wagi. Interesowała mnie głównie moda. Teraz zależy mi na tym, aby w naszym najbliższym otoczeniu panowała harmonia, aby było przytulnie, przyjemnie, w takich warunkach czujemy się najlepiej. Jestem estetką i uwierz mi czasami patrząc na coś, co w moim odczuciu się gryzie, wręcz pali mnie od środka, dostaję wypieków (śmiech). Uwielbiam minimalizm i sama czuje się z nim najlepiej, ale moje dzieci również mają swoje preferencje, kochają eklektyzm, i najważniejsze, to wyczuć równowagę, zdrowy balans. Dlatego nie stronimy od kolorowych zabawek, jeżeli w danym momencie podobają się naszym dzieciom, bo nie o to chodzi, żeby ich w ogóle nie było. Moja córka uwielbia Klinikę dla pluszaków oraz Myszkę Miki i ma mnóstwo zabawek z nimi związanych. W czasie zabawy, w jej pokoju panuje kolorowe wesołe miasteczko, jednak po jej zakończeniu, większość zabawek chowana jest do wielkiej szafy, a pokój zamienia się w dziewczęcą oazę spokoju. Taki sprytny trick i wszyscy są zadowoleni.

Skąd czerpiesz swoje inspiracje? 

Przeglądam różne magazyny oraz portale wnętrzarskie.  Mam też swoje ulubione konta na Instagramie. Lubię to miejsce, bardzo mnie inspiruje, ale i odpręża. Wiem, że wiele osób uważa, że na Instagramie życie jest mocno przerysowane i ułożone pod zdjęcia, w pewnym sensie to prawda. Jednak powiedzmy sobie szczerze, kiedy ja przyjmuję gości w naszym domu też staram się, aby panował w nim porządek, gotuję lub zamawiam coś dobrego, chcę, żeby moje dzieci były wypoczęte, a ja uśmiechnięta. Idąc tym tropem, jeśli zapraszam kogoś do oglądania mojego domu, bo moje konto jest otwarte, to staram się pokazywać rzeczy ładne, estetyczne i przyjemne dla oka. Sama tego właśnie oczekuję od tego medium. Ale wracając do wnętrz, bo mam wrażenie, że moi obserwatorzy głównie z tym mnie kojarzą, a przynajmniej w tym temacie dostaję najwięcej wiadomości. Designem i wystrojem wnętrz zaczęłam się interesować cztery lata temu, kiedy postanowiliśmy zrobić generalny remont naszego warszawskiego mieszkania. Nawiązaliśmy współpracę ze świetnym młodym projektantem, który idealnie wyczuł nasz styl i przeniósł inspiracje na rzeczywistość. Przy urządzaniu obecnego mieszkania, również pracowaliśmy razem z Filipem, jednak byliśmy już znacznie bardziej świadomi i wiedzieliśmy, jak chcemy, żeby wyglądał nasz nowy dom. Myślę, że to właśnie nasze miejsce na ziemi. Przynajmniej na kolejne kilka lat.

 Tosia i Stasiu noszą ubranka z kolekcji Newbie dla Kappahl: Sukienka w kratę, sukienka w kwiaty, koszula, spodenki, sweterek, legginsy, rajstopy, skarpety.

Do Krakowa bezpiecznie dojechaliśmy dzięki wypożyczalni samochodów Bad Cars.

Zdjęcia: Aneta Zamielska