17.05.2018

Lekcja dobrego stylu z Różeną Opalińską

Czy dla kobiety pracującej w branży mody narodziny córki to spełnienie marzeń? – Zdecydowanie tak! Odpowiada Różena Opalińska, stylistka, która pracuje przy pokazach najważniejszych polskich projektantów, tworzy kampanie reklamowe, lookbooki, stylizuje gwiazdy, pracuje przy programach telewizyjnych. Gdy cztery lata temu przyszła na świat jej córka – Apolonia, dla Różeny zaczął się najważniejszy etap w życiu. I lekcja stylu, która trwa do dziś. Stylistka podpowiada co zrobić, by uniknąć estetycznych koszmarków w szafie małej dziewczynki i jak zapanować nad fascynacją różem, której chyba nie da się uniknąć. Słowem, czy dziecko można nauczyć mody?

Na Instagramie obserwuje ją 13 tysięcy osób. Burza loków, szeroki uśmiech i przepiękne, wypełnione światłem kadry, to jej znak rozpoznawczy. Styl Różeny jest jasno określony: uwielbia dżinsy, dobrze skrojone t-shirty, ramoneski, marynarki. I właśnie tej spójności w budowaniu swojego wizerunku stara się nauczyć swoją czteroletnią córkę – Apolonię. Z powodzeniem. W szafie dziewczynki dominują stonowane kolory, piękne sukienki i ubrania polskich marek. Nie ma koszulek z Elzą z “Krainy Lodu” czy różu w odcieniu fluo. Jak Różenie udało się to osiągnąć? – Słowo klucz w moim macierzyństwie to konsekwencja. Zarówno w kwestii stylu, mody, jak i nauki, dobrych manier, wychowaniu w ogóle. Staram się dawać mojej córce przykład, bardzo dużo z nią rozmawiam i nieustannie poszukuję nowych rozwiązań. Lata pracy w “ELLE” zrobiły ze mnie mistrzynię researczu. A że internet stał się bardzo wizualnym medium, łatwiej jest znaleźć inspiracje, nawet ubierając zupełnie małe dziecko – tłumaczy Różena. Gdy urodziła się Apolonia, zaczęła zgłębiać tajniki stylu Szwedów, Duńczyków. – Bardzo podoba mi się estetyka ludzi z północy. Jest skromna, nienachalna i totalnie naturalna. Widzisz te dzieci w szarych sweterkach i w ogóle do głowy by ci nie przyszło, że one mogłyby być ubrane inaczej – zachwyca się.


ZA RÓŻ PODZIĘKUJĘ
Już w ciąży Róża wiedziała,
 czego nie chce. – Żadnego jaskrawego, krzykliwego różu. Wprowadziłam takie zarządzenie, a że moja rodzina i przyjaciele wiedzą, że jestem uparta, nikt nie odważył się buntować – śmieje się. – Dlatego pokój Apolonii w poprzednim mieszkaniu, na Saskiej Kępie był miętowo – biały. A wózek cały czarny. Z tym wózkiem było mnóstwo zachodu. Zanim zdecydowałam się na konkretny model, gdy wyjeżdżałam za granicę, chodziłam do najmodniejszych miejsc w Berlinie czy Barcelonie i obserwowałam, jakie wózki mają inni rodzice. I tak podjęłam decyzję, że Bugaboo to “pojazd” dla mnie. Koniecznie czarny, co cztery lata temu nie było tak popularną opcją, jak dzisiaj, więc musiałam go sprowadzać zza granicy. Gdy wychodziłam z tym wózkiem na spacery na Saskiej Kępie, starsze panie zapewne myślały, że idę z małą czarną trumienką — wspomina z rozbawieniem mama Apolonii. – Wymyśliłam sobie, że chcę akcesoria do wózka z limitowanej kolekcji Andy’ego Warhola. W Polsce ich nie było. Były w Madrycie. To co? Kupiliśmy z mężem bilety i miesiąc przed porodem lecieliśmy na zakupy, po jedyny w Europie śpiwór i daszek z tej kolekcji. Błagałam ginekolog, żeby mi wystawiła zaświadczenie, że mogę nadal latać – dodaje.

KONKRETNE KOLORY
Do dziś wiele rzeczy, w jakie ubrana jest Apolonia, to zdobycze z podróży, czy to jej rodziców, czy przyjaciół. – Pierwsza zima Apolonii. Ja mam kurtkę moro. Chcę, żeby córka miała coś podobnego. Na stronie GAP znajduję obłędny śpiwór moro. Oczywiście w Polsce nie da się go zdobyć. Więc proszę o pomoc przyjaciółkę, która jedzie do Nowego Jorku. Udaje się – z rozbawieniem relacjonuje stylistka i dodaje, że styl Apolonii to zbiorowy wysiłek, choć dyrektor kreatywną całego projektu jest ona sama. – Apolina nosi białe, czarne, granatowe, szare i pudrowo-różowe ubrania. Wąska paleta kolorów sprawia, że choć nieco trudniej jest jej kupić ubrania, mam pewność, że zawsze będzie wyglądała dobrze, bez względu na to, czy ubiera się sama, czy akurat jest pod opieką babci, czy moją. Nie wyskoczą nam nagle żadne rajstopki od czapy czy niepasująca do niczego kurtka. Można powiedzieć, że ma kapsułową garderobę – tłumaczy stylistka.


– Ubrania dla córki często kupuję w internecie, choć lubię pójść do stacjonarnego sklepu, żeby podotykać. Stawiam na polskie marki, które zestawiam z innymi rzeczami, tak aby Apolonia wyglądała ciekawie, a jednocześnie, żeby nie była przebrana. Jestem stylistką, więc potrafię z ograniczonego zestawu rzeczy stworzyć ciekawe stylizacje. Nie przeszkadza mi to, że szafa Apolonii jest ograniczona. Dominują w niej sukienki, ma ich zdecydowanie więcej ode mnie. Uwielbia dżins, granat. Bardzo często, choć przez przypadek, jej ubrania idealnie uzupełniają się ze stylizacją moją czy mojego męża – zauważa Różena. – Czasami chciałabym ją inaczej ubierać. Widzę, że koleżanki do sukienek kupują córkom balerinki. A u nas zawsze sportowe buty. Bo ja takie noszę. Zatem Apolonia nosi sukienki i sportowe buty. Lubię taki surferski styl, który ona również podłapuje – wyjaśnia stylistka. A na co absolutnie nie ma zgody? – Nigdy nie kupiłabym jej Birkenstocków. Wiem, że są modne i wygodne, ale moje oko ich nie zdzierży. Podobnie jak Crocsy, które na szczęście w żłobku były zakazane.


MAŁA MODELKA?
Mając mamę stylistkę, z mnóstwem kontaktów w świecie mody, drzwi do kariery małej modelki stoją otworem. Ale nie dla Apolonii. Różena zbyt dobrze zna świat mody, by pozwolić, by pochłonął jej córkę. – Wystąpiła w jednej sesji, dla marki Poudre Pour Bebe. Na planie byłam jednocześnie mamą i stylistką. Nie było łatwo, zwłaszcza, że Apolonia ma silny charakter i jest indywidualistką. Gdy dzieciaki szły w lewo, to ona w prawo. Gdy wszystkie miały buty, ona była boso. Ale szanowałam to. Nie było przekupstw typu: ładnie zapozuj to pójdziemy na lody. Zwłaszcza że mała ze słodyczy najbardziej lubi daktyle – śmieje się. Świat mody coraz bardziej interesuje 4-latkę. Zdarza się, że rano pyta mamę, czy zamiast do przedszkola może z nią pojechać na sesję, czy pojeździć po showroomach i sklepach, by wybierać ubrania do kolejnych projektów. – Czasem jej na to pozwalam. Jeździ ze mną na plany zdjęciowe, spotkania z klientami. Widzę, że dobrze czuje się w świecie mody. Gdy idziemy razem na zakupy, świetnie się bawimy. Doskonale wiem, że mój styl ma ogromny wpływ na to, jak Apolonia będzie wyglądała w przyszłości. Chcę jej dawać dobry przykład. No i bywa tak, że wchodzimy do sklepu, ja mierzę buty, a potem wychodzę z trzema parami dla Apolonii.

WYBÓR NIEPRZYPADKOWY
Małe dziecko bez większych problemów można ubrać tak, jak uważamy za słuszne. Niemowlak nie będzie domagał się t-shirtów czy butów, jakie mają koleżanki. Ale gdy maluch idzie w świat, do żłobka czy przedszkola, pojawia się presja otoczenia. – Dlatego warto przemyśleć, do jakiej placówki posyłamy nasze dziecko – podkreśla mama Apolonii. Już w ciąży Różena zafascynowała się pedagogiką Montessori i wiedziała, że w tym stylu chce wychowywać swoje dziecko. – Gdy Apolina miała 14 miesięcy, poszła do montessoriańskiego żłobka. I to okazało się kluczowe dla jej dalszego rozwoju i wrażliwości estetycznej. W Casa Dei Bambini, gdzie posłaliśmy małą, jest sporo reguł dotyczących ubioru. Paleta kolorystyczna ograniczona do czterech, stonowanych barw. Dziecko nie może nosić ubrań, gadżetów czy plecaka z bohaterami z kreskówek. Odpadały majtki z Elzą czy skarpetki z Psim Patrolem. Trochę było kłopotów na początku. Wiesz jak trudno jest znaleźć dziecięce majtki, białe, bez żadnych nadruków? – zauważa Różena. – Apolonia mając trochę ponad rok, pojawiła się w grupie dzieci, które ubrane były na granatowo, biało, szaro, pudrowo-różowo, czarno. Jej styl teraz to efekt tego czasu i doświadczeń ze żłobka. Nie lubi przepychu. I to widać w jej garderobie, ale też na półkach z zabawkami. Gdy była mniejsza, miała mało zabawek. Rodzina miała zakaz kupowania jej czegokolwiek. Miała klocki i książki, jakieś dwie czy trzy przytulanki, które kochała. Więcej nie było jej potrzebne – wyjaśnia mama.


MAGICZNA SKRZYNIA
Nie mogę uwierzyć, że przez cztery lata obyło się bez żadnych estetycznych buntów. – Był jeden. Dotyczył różu. Wiem, że ten kolor w życiu dziecka jest ważny. Nie chciałam być taką straszną, zasadniczą mamą, która wszystkiego zabrania. Więc gdy Apolonia zaczęła domagać się tego intensywnego różu, zrobiłam jej niespodziankę, która z nadwyżką zaspokoiła jej potrzeby – mówi Różena. Co to było? – Różowa skrzynia po brzegi wypełniona wszystkim w tym kolorze! – zdradza stylistka. – Poszłam do TK Maxx, znalazłam skrzynię i wrzucałam do niej wszystko, co różowe: lakiery do paznokci, lalki, flamastry, farby, naklejki, brokat. Gdy Apolonia wróciła z przedszkola, zwariowała z radości. Przez następne dwa tygodnie, każdego ranka bawiła się swoimi landrynkowymi gadżetami. A potem przeszło jak ręką odjął – z rozbawieniem przyznaje Różena i dodaje, że na nią taki patent też by zadziałał. – Kocham torebki i buty. Więc gdyby mój mąż zaskoczył mnie podobną skrzynią, wypakowaną szpilkami od Manolo i Casadei, pewnie na jakiś czas, może na rok, przestałabym mu jęczeć, że chcę nowe buty – śmieje się. A może, gdy będzie nastolatką, zacznie się buntować? – Straszyli mnie, że będzie bunt dwulatki. Nie było. Bardzo dużo z nią rozmawiam. Tłumaczę jej każdą swoją decyzję. Więc jeśli pojawi się bunt w okresie dojrzewania, to też przez niego przejdziemy.

SIŁA ROZMOWY
– Podejście
 do dziecka musi być identyczne, jak do dorosłego – przekonuje Różena. – Jeśli jestem wściekła, to rozmawiam z córką na takim poziomie złości, jak z dorosłym. Ona musi widzieć, że mama też ma negatywne emocje. Bo jeśli non stop udajemy przed dzieckiem, że wszystko jest ok, a potem te emocje biorą górę, to dziecko jest w szoku, że mama płacze czy jest zła. Więc zawsze tłumaczę, co się dzieje: “Tak, mama jest zła, bo zdenerwowało mnie takie czy inne zachowanie. Teraz muszę ochłonąć, bo w taki sposób dorośli ludzie okazują emocje.” I to działa. Może dlatego Apolonia jest tak dojrzała? – zastanawia się. Podejście rodziców Apolonii działa w obie strony. Dziewczynka ma pełne pozwolenie na okazywanie wszelkich emocji. – Gdy jest smutna, gdy z jakiegoś powodu płacze, nie mówimy: no przestań już, nic się nie stało. Bo dla nas to nic, a dla niej, pobrudzone buty (czego strasznie nie lubi), to dramat. Więc gdy jest rozpacz, siadam obok niej i mówię: “Faktycznie słabo wyszło. Te buty są brudne. Koniec świata. Będziemy musiały je wyczyścić, ale całkowicie rozumiem twój żal.” Pokazuję jej, że to jak się czuje, jest zupełnie w porządku. I wtedy szybko zapomina. Gdy na coś jej nie pozwalam i jest złość, to mówię: “Widzę, że jesteś zła. Ja też jestem. Ale jako dorosła osoba nie mogę ci pozwolić na to, na co teraz masz ochotę.” I jest cisza – zdradza Różena.


WIELKIE INWESTYCJE
Znam Różenę od lat. Wiem, że uwielbia dobre buty, bardzo ceni jakość i ma świadomość, że pociąga ona za sobą wyższe ceny. Czy będąc mamą, nadal kocha gadżety i dodatki? – Kocham, ale na odległość – śmieje się. – Wydaję więcej pieniędzy na Apolonię. Ten materializm stylistki – gadżeciary totalnie przestał mnie interesować. Wolę inwestować pieniądze w inne rzeczy. Pójdę na świetny zabieg na ciało czy wydam pieniądze na siłownię, bo wiadomo, że ciało w ciąży i po ciąży się zmienia. Wolę zdrowo się odżywiać i dawać przykład Apolonii – przyznaje. – Ostatnio rozmawiałam o tym z moim mężem. Oboje byśmy weszli do salonu Louis Vuitton i kupili fantastyczne adidasy, ale bardzo zależy nam na inwestowaniu w edukację Apolonii. Dziewczynka chodzi do brytyjskiego przedszkola. – Prywatne przedszkole, jeśli można sobie na to pozwolić, to dobra inwestycja. Widzę to – wyjaśnia Różena. – Nie raz się denerwujemy, że nie polecieliśmy gdzieś na kite’a, którego uwielbiamy, czy że przeszły nam koło nosa egzotyczne wakacje, ale potem przylatują znajomi zza granicy i Apolonia biegle z nimi mówi po angielsku, albo w knajpie w Barcelonie rozmawia z kelnerem po hiszpańsku. Wtedy ten kite czy Bali zupełnie przestają być ważne. Przecież jeszcze zdążymy tam polecieć!

Zdjęcia: Aneta Zamielska